Gdy znaleźli się obaj na wilgotnym trotuarze wąskiej uliczki Contrescarpe, spotkali dziewczyny uliczne snujące się od placyku Buci do winiarni na ulicy Dauphine. Jedna z nich, ciężka, gruba, w smutnej czarnej sukni, zmęczonym krokiem przechodziła właśnie koło latarni. Lespardat chwycił ją nagle wpół, uniósł i zanim się spostrzegła, na śliskim bruku ulicy wykręcił z nią kilka obrotów walca. Oprzytomniawszy ze zdziwienia, dziewczyna najordynarniejszymi wymysłami obrzuciła tancerza, który unosił ją dalej w niepohamowanym wirze. Sam był orkiestrą; przyśpiewując ciepłym i pełnym jak wojskowa orkiestra barytonem, wirował z dziewką tak wściekle, że obryzgani wodą i błotem ulicznym uderzali o pudła snujących się dorożek i czuli oddech koni na swych karkach. Potańczywszy czas jakiś, bez złości już, opuściwszy głowę na pierś studenta, szepnęła mu do ucha:
— Jesteś jednak ładny chłopak, wiesz? Muszą być szczęśliwe z tobą dziewczyny z Bullier80, hę?
— Dość, dość, mój kochany — zawołał Labarthe. — Nie dostań się teraz do kozy. Chodź, pomścisz sądownictwo!
*
Cztery miesiące później w piękny, pogodny dzień wrześniowy pan minister sprawiedliwości i wyznań przechodząc ze swym sekretarzem pod arkadami ulicy Rivoli ujrzał pana Lespardat, podprokuratora sądu apelacyjnego w Nantes; młody ten sądownik właśnie śpiesznie wchodził do Luwru.
— Labarthe — zapytał minister — czy wiedziałeś, że twój protegowany jest w Paryżu? Czyż go nic nie zatrzymuje w Nantes? Zdaje mi się, że już od dłuższego czasu nie donosisz mi o nim nic poufnego. Pierwsze jego kroki interesowały mnie, ale nie wiem jeszcze, czy odpowiada on w zupełności pochlebnej opinii, jaką o nim powziąłeś.
Labarthe wziął podprokuratora w obronę; przypomniał ministrowi, że Lespardat jest na urlopie, że w Nantes umiał szybko pozyskać zaufanie swych przełożonych w hierarchii sądowniczej, że jednocześnie zjednał sobie życzliwość i względy prefekta.
— Pan Pélisson — dodał — nie może się już obejść bez niego, bo Lespardat organizuje koncerty w prefekturze.
Tak rozmawiając minister ze swym sekretarzem szli dalej ku ulicy de la Paix wzdłuż arkad, zatrzymując się tu i ówdzie przed wystawami sklepów z fotografiami.
— Za dużo nagości wystawiają teraz — rzekł minister. — Należałoby ukrócić trochę tę swobodę wystaw sklepowych. Cudzoziemcy sądzą nas z pozoru, a takie obrazki szkodzić mogą reputacji kraju i rządu.