— To prawda — rzekł pan de Terremondre.

— Zabierają nocny stoliczek, porcelanę i bieliznę w małym wózku ręcznym — rzekł Paillot — to zapewne dowody rzeczowe.

Pan de Terremondre nie mógł już wytrzymać i wyjrzał, aby przypatrzeć się ładowaniu tych sprzętów na wózek. Nagle zmarszczywszy brwi zawołał:

— Do licha!

I na pytające spojrzenia pana Paillot dodał:

— Nic, nic!

Jako subtelny znawca, zauważył zaraz dzban do wody z cennej porcelany królewskiej i obiecywał sobie, że po wyroku pomówi o tym dzbanie z pisarzem sądowym panem Surcouf, który umiał być uczynny. Pan de Terremondre używał podstępów dla uzupełniania swych zbiorów. „Robi się, jak można — tłumaczył się sam przed sobą. — Czasy są ciężkie”.

— Zostałem mianowany podprokuratorem mając lat dwadzieścia dwa — mówił pan Cassignol. — Wtedy moje długie, jasne kędziory i twarz rumiana bez zarostu nadawały mi wygląd młodzieńczy, co mnie niepomiernie martwiło. Żeby wzbudzić szacunek, musiałem przybierać minę poważną, okazywać pewną surowość. Urząd swój sprawowałem z gorliwością, która została wynagrodzona. Mając lat trzydzieści trzy zostałem prokuratorem generalnym w Puy.

— To malownicze miasto — rzekł pan Mazure.

— Wykonując swoje nowe obowiązki miałem wnosić oskarżenie w sprawie mało interesującej, jeśli zważyć tylko rodzaj zbrodni i osobę oskarżonego, sprawa jednak była ważna, gdyż szło o głowę ludzką. Pewien dość zamożny wieśniak został zamordowany w łóżku. Pomijam okoliczności zbrodni, chociaż są dokładnie wyryte w mej pamięci, bo były one najzupełniej banalne. Wystarczy, gdy powiem, że od samego początku podejrzenie zwracało się na parobka zabitej ofiary. Człowiek ten miał około trzydziestu lat. Nazywał się Poudrailles, Hiacynt Poudrailles. Nazajutrz po zbrodni nagle znikł. Schwytano go w szynku, gdzie wydawał dużo pieniędzy. Mocne poszlaki wskazywały na niego jako na domniemanego mordercę. Miał przy sobie sześćdziesiąt franków, z których posiadania wytłumaczyć się nie mógł; ubranie jego było splamione krwią. Dwóch świadków widziało go kręcącego się koło chaty w noc zbrodni. Co prawda, inny świadek dostarczył mu alibi, ale był to świadek bardzo podejrzanej konduity.