— Może pani zechce objaśnić mnie o instytucji dobroczynnej pod wezwaniem świętego Antoniego. Przypomniała mi to ta biedna pani Laprat-Teulet. Żona moja mówiła, że ta nowa forma dewocji ma ogromne powodzenie w departamencie.

— Pani Worms-Clavelin ma rację, kochany panie. Wszystkie mamy nabożeństwo do świętego Antoniego.

Usłyszano teraz pana Mauricet, który odpowiadał panu Dellion na zabłąkane w gwarze słowa:

— Pochlebia mi pan, kochany panie. Puits-du-Roi, bardzo zaniedbane od czasów Ludwika XIV, nie może się równać z polowaniem w Valcombe. Mało tam zwierzyny. Jednak pewien wyjątkowych zasług kłusownik, imieniem Rivoire, który zaszczyca Puits-du-Roi swymi nocnymi wizytami, strzela tam sporo bażantów. A gdyby pan wiedział, co za nadzwyczajny okaz z rupieciarni służy mu za strzelbę! Jest to broń godna muzeum. Wdzięczny mu jestem, że pozwolił mi przyjrzeć się jej dokładnie. Wyobraź pan sobie...

— Zapewniano mnie, proszę pani — rzekł prefekt — że dewotki posyłają swe życzenia do świętego Antoniego w zamkniętej kopercie i że płacą należność dopiero po otrzymaniu żądanej rzeczy.

— Nie szydź pan — odrzekła pani Dellion — święty Antoni udziela wielu łask.

— ...Jest to — ciągnął dalej pan Mauricet — lufa starej fuzji odcięta i umieszczona na zawiasach tak, że można ją dowolnie przechylać...

— Myślałem — odrzekł prefekt — że specjalnością świętego Antoniego jest odnajdowanie rzeczy zgubionych.

— Dlatego — odrzekła pani Dellion — zwracają się doń z tylu prośbami. — I dodała wzdychając: — Któż na świecie nie stracił jakiejś cennej rzeczy? Spokoju serca, spokoju sumienia, przyjaźni zawartej w dzieciństwie lub... miłości męża? Więc udaje się wtedy do świętego Antoniego.

— Lub do jego towarzysza — dodał prefekt. Dobre wina gospodarza podochociły go i w naiwności swej mieszał świętego Antoniego Padewskiego ze świętym Antonim Pustelnikiem.