— Czy ten Rivoire — zapytał pan de Terremondre — nie jest oficjalnym kłusownikiem prefektury?
— Myli się pan, panie de Terremondre — odrzekł prefekt. — Ma on daleko szanowniejszy urząd kłusownika arcybiskupstwa. Jest dostawcą stołu Jego Eminencji.
— Zgadza się także owoce swej przemyślności ofiarowywać na usługi sądu — rzekł pan prezes Peloux.
Pan Dellion i pani generałowa Cartier de Chalmot rozmawiali półgłosem.
— Kochana pani, mój syn Gustaw ma w tym roku odbywać służbę wojskową. Chciałbym bardzo, aby był pod rozkazami generała Cartier de Chalmot.
— Nie pragnij pan tego! Mój mąż jest wrogiem wszelkich protekcji i nie szafuje urlopami: chce, aby synowie dobrych rodzin dawali przykład w służbie. I zasady te wszczepił wszystkim swym pułkownikom.
— ...I lufa tej fuzji — ciągnął dalej pan Mauricet — nie zgadza się z żadnym znanym kalibrem, tak że Rivoire może w nią kłaść tylko naboje za małe. Pojmuje pan łatwo...
Prefekt rozwijał poglądy, które miały zupełnie zjednać panią Dellion dla systemu rządów, i zakończył je tą szczytną myślą:
— W chwili gdy car przybywa odwiedzić Francję, trzeba, żeby Republika związała się bliżej z wyższymi warstwami narodu i żeby one zetknęły się z naszym wielkim sprzymierzeńcem — Rosją.
Tymczasem Noemi ze spokojem świętej znosiła manewry pana prezesa Peloux, który nogami szukał jej nóg pod stołem.