— Czyż możliwe? — mówiono. — Kobieta osiemdziesięcioletnia?
— Fakt ten — odrzekł prezes Peloux — nie jest odosobniony. Wierzcie, panowie, mojemu długoletniemu doświadczeniu sądowemu. Młodzi urwisze na przedmieściach więcej wiedzą o tym od nas. Zbrodnia w domu królowej Małgorzaty jest zbrodnią znanego rodzaju, mogę powiedzieć: zbrodnią typu klasycznego. Zaraz wietrzyłem rozpustę starczą i wiedziałem bardzo dobrze, że Roquincourt, któremu powierzono śledztwo, idzie mylnym śladem. Kazał naturalnie aresztować wszystkich włóczęgów i żebraków błąkających się w obrębie kilku mil. Wszyscy wzbudzali w nim podejrzenia; do reszty stropiło go to, że jeden z nich, Sieurin, przezwany Skowronią Nóżką, stary recydywista, przyznał się do zbrodni.
— Jak to?
— Nudził się sam w celi. Obiecano mu tytoń do fajki, jeżeli się przyzna. Przyznał się. Opowiadał wszystko, czego chciano. Ten Sieurin, trzydzieści siedem razy karany za włóczęgostwo, niezdolny jest zabić muchę. Nigdy nic nie ukradł. Jest to matołek, istota nieszkodliwa. W chwili zbrodni żandarmi widzieli go na wzgórzach Duroc; robił tam dla dzieci fontanny ze słomek i czółenka z korków.
Prezes Peloux znów powrócił do partii bilardu.
— Dziewięćdziesiąt na czterdzieści... Przez ten czas Lecoeur opowiadał wszystkim dziewkom na ulicy Carreaux, że on to zrobił, a właścicielki domów publicznych składały u komisarza policji kolczyki, łańcuszki i pierścionki wdowy Houssieu, które rzeźnik rozdawał ich dziewczętom. Ten Lecoeur, jak tylu innych morderców, sam się wydał. Ale Roquincourt, wściekły, zatrzymał Skowronią Nóżkę w areszcie. Siedzi tam jeszcze. Dziewięćdziesiąt dziewięć... i sto.
— No, no! — rzekł prefekt Worms-Clavelin.
— Zatem — szepnął pan Dellion — ta osiemdziesięciotrzyletnia kobieta miała jeszcze... To nie do uwierzenia!
Lecz doktor Fornerol przyłączając się do zdania prezesa Peloux zapewnił, że nie jest to wypadek tak rzadki, jakby sądzić można, i zaczął rzecz tłumaczyć fizjologicznie. Słuchano go z zajęciem. Z kolei przytoczył różne wypadki zboczeń instynktu płciowego i zakończył w ten sposób:
— Gdyby diabeł unosząc nas w powietrzu uchylił przed oczami naszymi dachy domów miejskich, ujrzelibyśmy rzeczy okropne, przerażeni bylibyśmy odkryciem wśród naszych współobywateli tylu maniaków, ludzi zwyrodniałych i szaleńców.