— Ba! — rzekł prefekt Worms-Clavelin — nie trzeba się przyglądać nazbyt z bliska. Wzięci oddzielnie, ludzie ci są może tacy, jak pan mówi, ale razem tworzą przepyszną całość dla administracji, ludność wspaniałej stolicy departamentu.

Tymczasem senator Laprat-Teulet, siedząc na ławeczce górującej nad bilardem, głaskał swą długą, siwą brodę. Było w nim coś z majestatu rzeki.

— Ja — rzekł — mogę wierzyć tylko w dobro. Gdziekolwiek spojrzę, wszędzie widzę cnotę i uczciwość. Na licznych przykładach mogłem stwierdzić, że obyczaje kobiet francuskich, zwłaszcza w klasach średnich, od czasów Rewolucji nic nie pozostawiają do życzenia.

— Nie jestem takim optymistą — odparł pan de Terremondre — ale istotnie nie przypuszczałem, aby za swymi zbutwiałymi murami, za wąskimi oknami osnutymi zasłoną sieci pajęczych dom królowej Małgorzaty ukrywał tak haniebne tajemnice. Odwiedziłem kilka razy wdowę Houssieu; wydała mi się staruszką skąpą, nieufną, trochę słabą na umyśle, ale podobną do tylu innych! Zresztą, jak mawiano za czasów królowej Małgorzaty:

Już się nie ruszy.

Pokój jej duszy.

Nie będzie już swoją rozpustą obrażać herbowej tarczy zacnego Filipa Tricouillard.

Na to imię z rozgorzałych twarzy buchnął wesoły śmiech. Ta tarcza emblematyczna, świadectwo potrójnej mocy seksualnej, która równała dawnego mieszczanina z wielkim kondotierem z Bergamo, była skrytą radością i dumą miasta. Mieszkańcy kochali tego dzielnego pradziada z czasów króla Stu nowych nowel90, swego starożytnego ławnika, Filipa Tricouillard, chociaż prawdę mówiąc znany im był tylko ze swej przyrodzonej zalety, której zawdzięczał znakomite przezwisko.91

W dalszym ciągu rozmowy doktor Fornerol przytoczył jeszcze kilka innych przykładów tej anomalii i zapewnił, że wedle niektórych pisarzy zaszczytna ta potworność przekazuje się dziedzicznie i utrwala w pewnych rodzinach. Na nieszczęście ród zacnego Filipa wygasł już od przeszło dwustu lat.

W związku z tym pan de Terremondre, jako prezes Towarzystwa Archeologicznego, opowiedział historię prawdziwą.