— No więc! — zawołał prefekt Worms-Clavelin — urządzamy zabawę na rzecz pogorzelców z Tobolska.
I dodał przez zęby:
— Urządzę im zabawę rosyjską. Będę miał spokój przez sześć tygodni, a oni tymczasem przestaną gadać o budżecie.
W tej chwili ksiądz Guitrel, z kapeluszem pod pachą, rozglądając się niespokojnie, wszedł do magazynu jubilera.
— Czy ksiądz profesor wie — rzekł prefekt — że na ogólne żądanie zezwalam na urządzanie koncertów, przedstawień galowych, bazarów dobroczynnych itd. na korzyść pogorzelców z Tobolska? Spodziewam się, że Kościół przyłączy się do tych zabaw dobroczynnych.
— Kościół, panie prefekcie — odrzekł ksiądz Guitrel — ma ręce pełne pociech dla strapionych, którzy się doń zwracają. I bez wątpienia jego modły...
— Ale, ale, księże profesorze, sprawy księdza nietęgo idą. Wracam z Paryża. Widziałem kilku przyjaciół z ministerstwa wyznań i przywożę złe nowiny. Przede wszystkim jest was osiemnastu.
— Osiemnastu?...
— Osiemnastu kandydatów na biskupstwo w Tourcoing. W pierwszym rzędzie ksiądz Olivet, proboszcz jednej z najbogatszych parafii Paryża, kandydat kancelarii prezydenta. Następnie ksiądz Lavardin, wikariusz generalny w Grenoble. Ten jest bardzo wyraźnie popierany przez nuncjusza.
— Nie mam zaszczytu znać księdza Lavardin, ale nie sądzę, by był kandydatem nuncjatury. Być może, że nuncjusz ma swego wybrańca. Ale z pewnością wybraniec ten pozostanie nieznany. Nuncjatura nie zabiega nigdy o swoich protegowanych. Raczej każe ich sobie narzucać.