— Ho, ho, sprytni oni są tam w nuncjaturze!

— Panie prefekcie, nie wszyscy ludzie są tam znakomici sami przez się, ale mają za sobą długotrwałe tradycje i postępują wedle reguł wielowiekowych. A to jest siła, panie prefekcie, wielka siła.

— Do licha, pewnie! Mówiłem więc, że są kandydaci prezydenta i nuncjatury. Jest jeszcze kandydat naszego arcybiskupa. Z początku głoszono i ja sam myślałem, że to ksiądz... Myliliśmy się, mój drogi przyjacielu, założę się, że nie zgadnie ksiądz nigdy, kto jest protegowanym Jego Eminencji kardynała Charlot.

— Proszę się nie zakładać, panie prefekcie, proszę się nie zakładać. Jestem pewny, że kandydatem Jego Eminencji kardynała arcybiskupa jest jego wikariusz generalny, ksiądz de Goulet.

— Skąd ksiądz wie o tym? Ja tego nie wiedziałem.

— Panie prefekcie, nieobce jest panu pewnie, że Jego Eminencja obawia się, by mu nie dodano koadiutora, i że ten lęk jest zmorą jego starości, zresztą tak dostojnej i pogodnej. Boi się on, żeby ksiądz de Goulet nie ściągnął — że tak powiem — na siebie nominacji, a to ze względu na swe osobiste zasługi jako też ze względu na nabytą znajomość spraw diecezji. Poza tym Jego Eminencja tym bardziej pragnąłby jak najrychlej rozstać się ze swym wikariuszem generalnym, księdzem de Goulet, gdyż z rodu należy on do szlachty okolicznej i temu zawdzięcza pewną świetność, którą Jego Eminencja czuje się dotknięty. Och, Jego Eminencja powinien by się raczej radować, że jest synem uczciwego rzemieślnika, który jak święty Paweł uprawiał rzemiosło tapicera!

— Czy ksiądz wie, że mówią również o księdzu Lantaigne? Jest on protegowanym generałowej Cartier de Chalmot. A generał Cartier de Chalmot, choć klerykał i reakcjonista, jest bardzo szanowany w Paryżu. Mają go za najzdolniejszego i najinteligentniejszego spośród generałów dywizyjnych. Jego poglądy w chwili obecnej raczej pomagają nam, niż szkodzą. Przy rządzie koalicyjnym konserwatyści otrzymują, co chcą. Są potrzebni, są podporą rządu. Przy tym dzięki przymierzu z Rosją i przyjaźni cara arystokracja i armia odzyskały w naszym narodzie część swego dawnego prestiżu. Chcemy nadać Republice pewną wytworność i dobre maniery. Nadto zaznacza się pewna ogólna tendencja ku utrwaleniu władzy. Nie zdaje mi się jednak, by ksiądz Lantaigne miał wielkie widoki. Przede wszystkim dałem o nim bardzo nieprzychylne informacje. Przedstawiłem go gdzie należy jako wojującego monarchistę. Zwróciłem uwagę na jego nieprzejednanie i zły charakter. A co do księdza, kochany książę Guitrel, nakreśliłem obraz sympatyczny. Podniosłem umiarkowanie księdza, giętkość, zmysł polityczny, szacunek dla instytucji republikańskich.

— Bardzom wdzięczny za tę życzliwość, panie prefekcie. I co panu odpowiedziano?

— Chce ksiądz wiedzieć? A więc powiedziano mi: „Znamy ich, tych kandydatów w rodzaju pańskiego Guitrela. Raz mianowani, gorsi są od innych. Okazują jeszcze więcej gorliwości przeciwko nam. To jest zrozumiale. Muszą więcej uzyskać, żeby ich partia więcej im wybaczyła”.

— Czyż być może, panie prefekcie, żeby władza tak źle o nas sądziła?