— Niebaczny, niebaczny! Skryj swoje łzy! Zdław swoje westchnienia!... — I chwytając Amedeusza za ramię: — Nie stójmy tu, drogi panie, śledzą nas. Już to wzruszenie, któremu nie mogłem się obronić, zwróciło uwagę.

Amedeusz szedł za nim zdumiony.

— Ale jak — zdołał wreszcie wyjąkać — ale jak mógł pan zgadnąć, po co ja tutaj jestem?

— Dałożby niebo, abym ja jeden mógł to zgadnąć! Pański niepokój, smutne spojrzenie, jakim pan badał te miejsca, czyż mogły ujść uwagi tego, który od trzech tygodni krąży koło tych murów dniem i nocą! Ach, panie! Skoro tylko pana ujrzałem, jakieś przeczucie, jakieś ostrzeżenie z góry dały mi poznać w nim bratnią duszę... Uwaga, ktoś idzie. Na miłość nieba, niech pan udaje zupełną swobodę.

Handlarz jarzyn zbliżył się z przeciwnej strony. Natychmiast, jakby ciągnąc dalej rozmowę, nie zmieniając tonu, ale żywiej, ksiądz mówił:

— Oto czemu wirginia180, tak cenione przez pewnych palaczy, zapalają się jedynie od świecy, skoro z nich wyjąć cienką słomkę, której celem jest stworzyć przez całą długość cygara mały korytarzyk, którym może krążyć dym. Wirginia, które nie ciągnie dobrze, jest do wyrzucenia. Widywałem wybrednych palaczy, proszę pana, którzy zapalili sześć sztuk z rzędu, zanim trafili na jedną możliwą...

Skoro tamten ich minął, wrócił do poprzedniego toku rozmowy:

— Widział pan, jak on na nas patrzał? Trzeba było za wszelką cenę zmylić trop.

— Jak to! — wykrzyknął Fleurissoire oszołomiony. — Czy podobna, aby ten pospolity przekupień był również jednym z tych, przed którymi trzeba nam się strzec?

— Proszę pana, nie śmiałbym tego twierdzić, ale przypuszczam. Okolice zamku są szczególnie nadzorowane; agenci specjalnej policji węszą tutaj bez ustanku. Aby nie budzić podejrzeń, zjawiają się pod najróżniejszymi przebraniami. Ci ludzie są tacy sprytni, tacy sprytni, a my tacy łatwowierni, tacy pełni ufności! Ale gdybym panu powiedział, że omal wszystkiego nie naraziłem, nie dość strzegąc się facchina o niewinnym wyglądzie, któremu pozwoliłem w dniu przybycia zanieść mój skromny bagaż z dworca do pewnego mieszkania, gdzie stanąłem! Mówił po francusku i mimo że od dziecka mówię biegle po włosku, pan sam doznałby z pewnością tego samego wzruszenia, któremu nie mogłem się obronić, słysząc w cudzoziemskim kraju język ojczysty... Otóż ten facchino...