— Należał do nich?
— Należał. Mogłem mniej więcej przekonać się o tym. Na szczęście, bardzo mało mówiłem.
— Przyprawia mnie pan o drżenie — rzekł Fleurissoire — i ja także w dniu mego przybycia, to znaczy wczoraj wieczór, wpadłem w ręce przewodnika, który mówił po francusku, a któremu powierzyłem swoją walizę.
— Wielkie nieba! — rzekł ksiądz przerażony — czy miał może na imię Battistino?
— Battistino, to on! — jęknął Amedeusz, który uczuł, że kolana się pod nim uginają.
— Nieszczęsny! I coś mu pan powiedział?
Ksiądz ściskał go za ramię.
— Nic, co bym sobie mógł przypomnieć.
— Niech pan sobie przypomni! Niech pan sobie przypomni, na imię nieba!...
— Nie, doprawdy — bełkotał Amedeusz przerażony — nie zdaje mi się, abym mu coś powiedział.