— Zechce pan sam wrzucić na poczcie, to będzie roztropniej; listy księży otwierają. A teraz, rozstańmy się: nie trzeba, aby nas widziano razem. Umówimy się, że się spotkamy jutro rano w pociągu do Neapolu siódma trzydzieści. Trzecia klasa, nieprawdaż? Oczywiście, ja nie będę w tym stroju (co za pomysł!). Odnajdzie mnie pan jako prostego kalabryjskiego wieśniaka. (To z przyczyny moich włosów, których nie chciałbym musieć strzyc). Do widzenia! Do widzenia!

Oddalił się, dając znaki ręką.

— Błogosławione niech będzie niebo, że mi dało spotkać tego zacnego księdza — szeptał, oddalając się Fleurissoire. — Bez niego cóż bym począł!

A Protos odchodząc, mruczał:

— Damy ci kardynała!... Ta bestia, gdyby go zostawić samemu sobie, gotów byłby trafić do prawdziwego!

V

Ponieważ Fleurissoire skarżył się na zmęczenie, Karola pozwoliła mu tej nocy spać, mimo sympatii, jaką dlań żywiła, oraz miłosiernej tkliwości, jaka ją przejęła od chwili, gdy jej Amedeusz wyznał swój brak doświadczenia w sprawach miłości. Spał bodaj tyle, ile mu pozwoliło nieznośne swędzenie całego ciała od mnogości ukąszeń tak pcheł, jak moskitów.

— Źle robisz, że się drapiesz! — rzekła doń nazajutrz rano. — Drażnisz skórę. Och, jakie to rozognione! — I dotykała pryszcza na brodzie. Potem, kiedy Fleurissoire gotował się do wyjścia: — Masz, weź to na pamiątkę ode mnie — i wpięła w mankiety „pielgrzyma” owe dziwaczne klejnoty, które gniewały Protosa. Amedeusz przyrzekł wrócić tegoż samego wieczora, a najpóźniej nazajutrz.

— Przysięgasz mi, że mu nie zrobisz nic złego — mówiła Karola w chwilę później do Protosa, kiedy już przebrany przechodził przez tajne drzwiczki; i ponieważ już było późno — ile że czekał ze zjawieniem się, aż Fleurissoire wyjdzie — musiał jechać fiakrem na dworzec.

W swojej nowej postaci, w kamizeli, w ciemnych portkach, w sandałach zasznurowanych na niebieskich pończochach, w rudym kapeluszu z płaskim rondem, trzeba przyznać, że wyglądał mniej na księdza, ile na skończonego bandytę z Abruzzów185.