Fleurissoire, przechadzający się koło pociągu, wahał się, czy ma go poznać, kiedy go ujrzał, jak się zbliża z palcem na ustach niby święty Piotr Męczennik186, a potem przechodzi, udając, że nic nie widzi, i znika w wagonie na przedzie. Ale po chwili zjawił się w drzwiach wagonu i patrząc w kierunku Amedeusza z przymrużonym okiem, dał mu lekki znak, aby się zbliżył; kiedy zaś ów gotował się wsiąść, szepnął:

— Zechciej się pan upewnić, czy nie ma nikogo obok.

Nie było nikogo, a przedział był na samym końcu wagonu.

— Szedłem za panem z daleka przez ulicę, ale nie chciałem do pana podchodzić z obawy, aby nas nie ujrzano razem.

— Jakim cudem nie widziałem pana? — odrzekł Fleurissoire. — Odwracałem się kilka razy, właśnie aby się upewnić, czy ktoś nie idzie za mną. Pańskie wczorajsze słowa pogrążyły mnie w takim niepokoju! Widzę wszędzie szpiegów.

— Poznać to, niestety, aż nadto. Czy pan myśli, że to jest naturalne obracać się co dwadzieścia kroków?

— Jak to, doprawdy wyglądałem na...

— Człowieka, który coś podejrzewa. Niestety, powiedzmy otwarcie: który coś podejrzewa. Mina kompromitująca w najwyższym stopniu.

— I z tym wszystkim nawet nie zdołałem zauważyć, że pan szedł za mną!... W zamian za to, od czasu naszej rozmowy, każdy spotkany przechodzień wydaje mi się jakiś niepewny. Niepokoję się, kiedy na mnie patrzą, a kiedy nie patrzą, mam wrażenie, iż oni umyślnie udają, że mnie nie widzą. Nie zdawałem sobie sprawy, jak rzadko usprawiedliwiona jest obecność człowieka na ulicy. Nie ma ani czterech ludzi na dwunastu spotkanych, których zatrudnienie biłoby w oczy. Och, muszę przyznać, że pan mi zabił tęgiego ćwieka! Rozumie pan: dla duszy raczej wierzącej, jak moja, nieufność nie jest rzeczą łatwą: trzeba się jej uczyć...

— Ba, nauczy się pan, i to rychło: zobaczy pan, po pewnym upływie czasu to się staje przyzwyczajeniem. Niestety, musiałem nabrać tego przyzwyczajenia... najważniejsze jest zachować wesołą minę. A, dla pańskiej nauki: kiedy pan się boisz, że ktoś idzie za tobą, nie odwracaj się pan: po prostu upuść na ziemię laskę albo parasol (wedle tego, jaka jest pogoda), albo też chustkę i podnosząc przedmiot ze spuszczoną głową, spojrzyj między nogami za siebie naturalnym ruchem. Radzę panu ćwiczyć się w tym. Ale niech mi pan powie, jak się panu wydaję w tym stroju? Boję się, że ksiądz prześwieca miejscami.