— No, siadajcie — rzekł Ciro. — Drogi Cave, wypaprosz ten kawon198 i podziel go na tureckie półksiężyce. Czy pan należy do tych, panie de la Fleurissoire, którzy wolą pretensjonalne melony północy, melony cukrowe, preskoty, kantalupy, od naszych soczystych melonów italskich?

— Nic się nie równa z tym, którego widzę, jestem tego pewny; ale niech mi pan pozwoli się wstrzymać, trochę mi niewyraźnie na sercu — rzekł Amedeusz, który wzdrygał się od wstrętu na wspomnienie aptekarza.

— W takim razie chociaż fig! Dorino zerwał je świeżo.

— Daruje mi pan, też nie.

— Niedobrze! Bardzo niedobrze! Rób pan kalambury — szepnął mu Protos; po czym głośno: — Opłuczmy pańskie serduszko winem i przygotujmy je na przyjęcie indyczki. Assunta, nalej naszemu miłemu gościowi.

Amedeusz musiał się trącić i pić więcej, niż był przyzwyczajony. Upał i zmęczenie sprawiły, że niebawem zakręciło mu się w głowie. Żartował z mniejszym wysiłkiem. Protos kazał mu śpiewać; głos miał nikły, ale obudził nim zachwyt: Assunta chciała go uściskać. Jednakże z głębi jego obolałej wiary wznosił się nieokreślony lęk, śmiał się, aby nie płakać. Podziwiał tę swobodę księdza Cave, jego naturalność... Któż inny niż Fleurissoire i niż kardynał mógłby przypuścić, że on udaje? Bardolotti zresztą w talencie udawania, w panowaniu nad sobą nie ustępował w niczym księdzu: śmiał się i klaskał, i szturchał lubieżnie Dorina, kiedy Cave, trzymając Assuntę leżącą w jego ramionach, przyciskał się twarzą do niej. A kiedy Fleurissoire, nachylony do księdza Cave, ze ściśniętym sercem szeptał: „Jak pan musi cierpieć!”, Cave ujmował za plecami Assunty jego dłoń i ściskał ją, nic nie mówiąc, odwracając twarz, z oczami wzniesionymi ku niebu.

Po czym, wstając nagle, Cave klasnął w ręce:

— Dość! Niech nas zostawią samych! Nie! Sprzątniecie później. Zmykajcie stąd! Via! Via!199

Upewnił się, że Dorino ani Assunta nie podsłuchują, i wrócił z twarzą nagle spoważniałą, podczas gdy kardynał, przeciągając ręką po twarzy, starł z niej nagle świecką i sztuczną wesołość.

— Widzi pan, panie de la Fleurissoire, widzi pan, mój synu, do czego jesteśmy zmuszeni. Och, ta komedia! Ta haniebna komedia!