— Każe nam — dodał Protos — znienawidzić nawet najuczciwszą zabawę i najniewinniejszą wesołość.

— Bóg ci to policzy, drogi księże Cave — podjął kardynał, zwracając się do Protosa — Bóg cię nagrodzi, żeś mi pomógł wychylić ten kielich.

I jako symbol dokończył swojej szklanki, podczas gdy na jego rysach malował się najboleśniejszy wstręt.

— Jak to! — wykrzyknął Fleurissoire, nachylając się ku niemu. — Czy to możliwe, aby nawet w tym ustroniu i pod tą przybraną szatą Wasza Eminencja musiała...

— Mój synu, mów mi po prostu pan.

— Niech Eminencja daruje; między sobą...

— Drżę, nawet będąc sam...

— Czy Eminencja nie może dobierać sobie służby?

— Wybierają ją za mnie; i tych dwoje, których pan widział...

— Och, gdybym mu powiedział — przerwał Protos — dokąd oni zaniosą każde nasze słóweczko?