— Wszystkich przeciw sobie — podjął Protos. — Tak jest zawsze, kiedy się posiada prawdę.

— Och, jakiż byłem szczęśliwy, kiedy nie wiedziałem nic! — jęknął Fleurissoire. — Ach, nigdy już teraz nie będę mógł nie wiedzieć!

— On panu nie powiedział jeszcze wszystkiego — ciągnął Protos, lekko dotykając jego ramienia. — Przygotuj się pan na najstraszliwsze!... — Po czym, nachylając się, z cicha: — Mimo wszystkich ostrożności tajemnica przesiąkła; korzysta z niej paru spryciarzy; ci w pobożnych departamentach zbierają składki po domach i wciąż w imię Krucjaty zbierają dla siebie pieniądze, które powinny przypaść nam.

— Ależ to okropne!

— Dodaj pan do tego, że tym samym dyskredytują i nas i rzucają na nas podejrzenie, zmuszając nas do zdwojonej czujności i oględności.

— Ot, niech pan czyta — rzekł Protos, podając Amedeuszowi numer „Croix”200 — to przedwczorajszy numer. Ta prosta notatka wiele mówi!

Ostrzegamy z naciskiem — czytał Fleurissoire — pobożne dusze przed akcją fałszywych księży, a zwłaszcza pewnego pseudokanonika, który podaje się za piastuna tajemnej misji i który, nadużywając łatwowierności, wyciąga pieniądze na cel, który się zowie KRUCJATĄ DLA OSWOBODZENIA PAPIEŻA. Sama nazwa tego przedsięwzięcia zdradza całą jego niedorzeczność.

Fleurissoire uczuł, że mu się ziemia chwieje pod stopami.

— Komuż teraz zaufać! Ależ, gdybym panom znów ja powiedział, że to może z przyczyny tego szalbierza — chcę powiedzieć, fałszywego kanonika — jestem tutaj z wami!

Ksiądz Cave spojrzał poważnie na kardynała, po czym uderzając pięścią w stół, krzyknął: