Protos wydobył papier z kieszeni kurtki.
— Śledzeni bez ustanku — ciągnął kardynał — doznajemy często niejakich trudności w tym, aby podjąć kwoty z ofiar, które nam posyłają niekiedy dobre dusze, wezwane do tego potajemnie. Szpiegowani równocześnie przez masonów i przez jezuitów, przez policję i przez bandytów, nie możemy sobie pozwolić na to, aby nas widziano, jak podejmujemy czeki lub przekazy przy okienku pocztowym lub w banku, gdzie by nas ktoś mógł poznać. Filuty202, o których mówił przed chwilą ksiądz Cave, zdołały tak zdyskredytować nasze kolekty203! (Tymczasem Protos bębnił niecierpliwie palcami po stole). Krótko mówiąc, oto skromny czek na sześć tysięcy franków, który zechcesz, drogi synu, podjąć w naszym zastępstwie; wystawiony jest na Credito Commerciale w Rzymie przez księżnę de Ponte-Cavallo; mimo że skierowany jest do arcybiskupstwa, imię okaziciela zostawiono przez ostrożność in blanco204, tak iż może go podjąć każdy; podpiszesz go bez skrupułu swoim prawdziwym nazwiskiem, które nie obudzi podejrzeń. Uważaj dobrze, aby ci nie ukradziono czeku ani... Co tobie, drogi Cave? Wydajesz mi się nerwowy.
— Jedź pan dalej.
— Ani sumy, którą mi pan odniesie... Kiedy? Jedzie pan do Rzymu dziś w nocy, będzie pan mógł wrócić tu jutro wieczór, pośpiesznym o szóstej; o dziesiątej jest pan znów w Neapolu. Zastanie mnie pan na peronie, będę czekał na pana. Następnie postaramy się obmyślić panu jakieś donioślejsze zadanie... Nie, synu, nie całuj mnie w rękę, widzisz przecie, że nie mam pierścienia.
Dotknął czoła kornie pochylonego Amedeusza; Protos ujął go za ramię i potrząsnął nim lekko:
— No, wypij pan szklaneczkę, zanim się puścisz w drogę. Żałuję, że nie mogę ci towarzyszyć do Rzymu, ale różne zadania zatrzymują mnie tutaj; lepiej zresztą, aby nas nie widziano razem. Do widzenia. Uściskajmy się, drogi Fleurissoire. Niech cię Bóg strzeże, a ja mu dziękuję, że mi dał sposobność poznania cię.
Odprowadził Amedeusza do bramy i na rozstanie rzekł jeszcze:
— I cóż, drogi panie, co pan myśli o kardynale? Czy nie jest przykro patrzeć, co zrobiło prześladowanie z tej szlachetnej inteligencji?
Po czym wróciwszy do swego kompana:
— Idioto! To bardzo sprytne, to, coś wymyślił! Kazać podpisywać czek ciemiędze, który nie ma nawet paszportu i którego będę musiał mieć na oku.