Ale Bardolotti, ciężki od senności, skłonił głowę na stół, mrucząc:
— Trzeba zatrudniać starców.
Protos przeszedł do jednego z pokojów w willi, aby zdjąć perukę i strój wieśniaczy. Wkrótce potem zjawił się odmłodzony o trzydzieści lat, w charakterze urzędnika z magazynu lub z banku, o wyglądzie nader skromnym. Nie miał zbyt wiele czasu, aby złapać pociąg, który miał również unieść Amedeusza; jakoż odjechał, nie żegnając się z Bardolottim, który spał.
VII
Fleurissoire przybył do Rzymu i na via dei Vecchierelli tegoż wieczora. Był bardzo znużony i wyprosił u Karoli, aby mu dała spać.
Nazajutrz, tuż po przebudzeniu, pryszcz wydał mu się przy obmacywaniu jakiś dziwny: zbadał go w lustrze i stwierdził, że żółtawa łuska pokrywa skaleczenie; całość miała niedobry wygląd. Usłyszawszy w tej chwili Karolę krążącą po schodach, zawołał ją i poprosił, aby zbadała chore miejsce. Pociągnęła Amedeusza do okna i oznajmiła od pierwszego rzutu oka:
— To nie jest to, co ty myślisz.
Prawdę mówiąc, Amedeusz nie myślał specjalnie o tym, ale wysiłek Karoli, aby go uspokoić, przeciwnie, zaniepokoił go. Bo ostatecznie, z chwilą gdy ona twierdzi, że to nie jest to, to znaczyło, że mogłoby być to? Ostatecznie, czy ona jest pewna, że to nie jest to? A to, żeby to było to, to mu się wydawało całkiem naturalne, bo ostatecznie zgrzeszył;, zasłużył, aby to było to. Tak powinno było być. Dreszcz przebiegł mu wzdłuż pleców.
— Jakeś ty to sobie zrobił? — spytała.
Och, cóż znaczy przygodny powód: zacięcie brzytwą albo ślina aptekarza! Czyż mógł jej wyznać przyczynę głębszą, tę, która zesłała nań tę karę? I czyżby ją zrozumiała? Z pewnością śmiałaby się z niego... Kiedy ponowiła pytanie, odrzekł: