— Powinieneś brać siarczane kąpiele.
— To nie to, co przypuszczasz — zaprotestował Fleurissoire.
— Tym lepiej — rzekł Baraglioul, który zresztą nic nie przypuszczał — udzieliłem ci tej rady ot, mimochodem. — Po czym, przechylając się w tył, rozpoczął profesorskim tonem:
— Zatem, drogi Amedeuszu, jest tak. Uważam, że od czasu La Rochefoucaulda212 i drepcąc w jego ślady, weszliśmy na fałszywą drogę; że własna korzyść nie zawsze powoduje człowiekiem: że bywają postępki bezinteresowne...
— Spodziewam się! — przerwał naiwnie Fleurissoire.
— Nie rozum mnie tak szybko, proszę cię o to. Przez bezinteresowne rozumiem: bezcelowe. I że zło, to, co się nazywa zło, może być równie bezcelowe jak dobro.
— Ależ w takim razie, po co je robić?
— Właśnie! Przez zbytek, przez potrzebę ekspansji, dla zabawy. Bo ja twierdzę, że dusze najbezinteresowniejsze nie są koniecznie najlepsze — w katolickim znaczeniu słowa; przeciwnie, z punktu widzenia katolickiego dusza najlepiej urobiona jest ta, która najlepiej prowadzi swoje rachunki.
— I która zawsze czuje się dłużnikiem Boga — dodał z namaszczeniem Freurissoire, który starał się utrzymać na wysokości.
Przerywania szwagra wyraźnie drażniły Juliusa; wydawały mu się głupkowate.