— Niewątpliwie, wzgarda dla tego, co może być użyteczne — podjął — jest oznaką pewnej arystokracji ducha... Skoro zatem dusza wyzwoli się z katechizmu, z układności, z rachuby, mamyż przyjąć duszę, która zupełnie nie prowadzi rachunków?

Baraglioul czekał przytwierdzenia, ale Fleurissoire wykrzyknął gwałtownie:

— Nie, nie! Po tysiąc razy nie! Nie przyjmiemy!

Po czym, przestraszony nagle dźwiękiem własnego głosu, pochylił się ku szwagrowi:

— Mówmy ciszej, słuchają nas.

— Ba! Kogóż chcesz, aby interesowało to, co my mówimy?

— Och, mój drogi, widzę, że ty nie wiesz, co tu są za ludzie w tym kraju. Co do mnie, zaczynam ich poznawać. Od czterech dni, jak żyję tutaj, brnę z przygody w przygodę! Siłą zaszczepili mi, przysięgam ci, ostrożność, której nie miałem z natury. Człowiek musi tu mieć się wciąż na baczności.

— Wyobrażasz sobie to wszystko.

— Chciałbym, niestety, żeby to wszystko istniało tylko w moim mózgu. Ale cóż chcesz? Kiedy fałsz zajmie miejsce prawdy, prawda musi się ukrywać. Dźwigając misję, o której ci zaraz powiem, skoro dostanę się między Lożę a Towarzystwo Jezusowe — zginąłem. Jestem podejrzany dla wszystkich i sam wszystko podejrzewam. Ale gdybym ci wyznał, że przed chwilą, w obliczu drwin, któreś przeciwstawił mojej zgryzocie, mogłem wątpić, czy ja mówię z prawdziwym Juliusem, a nie raczej z jakimś faksymile213 ciebie samego... Ale gdybym ci powiedział, że dziś rano, nim cię spotkałem, mogłem wątpić o swoim własnym istnieniu, wątpić, że jestem tutaj, w Rzymie, a nie, że po prostu śnię, iż jestem tutaj, a za chwilę obudzę się w Pau, spokojnie leżąc obok Arniki, w otoczeniu zwykłych sprzętów.

— Mój drogi, ty masz gorączkę.