Fleurissoire chwycił go za rękę i patetycznym głosem rzekł:
— Gorączkę! Dobrześ powiedział: mam gorączkę. Gorączkę, której się nie da uleczyć i której nie chcę uleczyć. Gorączkę, wyznaję, na którą liczyłem i u ciebie, skoro się dowiesz o tym, com ci zwierzył; gorączkę, której spodziewałem się udzielić ci, iżbyśmy wspólnie płonęli, bracie mój... Ale nie! Czuję w tej chwili, iż samotnie zapuszczam się w mroczną ścieżkę, którą kroczę, którą powinienem kroczyć; a to, coś mi powiedział, tym bardziej mnie utwierdza... Powiedz, Juliusie, byłażby to prawda? Zatem nie widzi się GO? Nie ma już sposobu go ujrzeć?...
— Mój drogi — odparł Julius, wyzwalając się z uścisku zgorączkowanego Amedeusza, kładąc jemu znowuż rękę na ramieniu: — Mój drogi, wyznam ci coś, czego nie śmiałem powiedzieć ci przed chwilą. Kiedym się znalazł w obliczu Ojca Świętego... wiesz!... ogarnęła mnie dziwna dystrakcja214.
— Dystrakcja! — wykrzyknął Fleurissoire ogłuszony.
— Tak. Nagle schwyciłem się na tym, że myślę o czym innym.
— Mam wierzyć w to, co mi mówisz?
— Bo właśnie wówczas nawiedziło mnie moje objawienie. „Ależ — powiadałem sobie, idąc za pierwotną myślą — ale, jeżeli przyjmiemy możliwość złego uczynku, zbrodni popełnionych bezinteresownie, tym samym stają się nie do wykrycia, a ten, kto je popełni, bezkarny”.
— Jak to! Ty do tego wracasz? — jęknął rozpaczliwie Amedeusz.
— Bo pobudka, motyw zbrodni, to jest pętla, którą się łapie zbrodniarza. A jeżeli, gdy sędzia będzie twierdził: Is fecit cui prodest...215 tyś skończył prawo, nieprawdaż?
— Przepraszam cię — rzekł Amedeusz, któremu pot wystąpił na czoło.