Szczególna zabawa dla dziecka! Co by o tym myślał Julius?...

Lafcadio, mimo że z zamkniętymi oczami, nie śpi; nie może zasnąć.

„Ten starowina, którego czuję obok, myśli, że ja śpię. Gdybym rozchylił oczy, ujrzałbym, jak on patrzy na mnie... Protos twierdzi, iż bardzo trudno jest udawać, że się śpi, równocześnie dając baczenie; twierdził, że zawsze potrafi rozpoznać udany sen po tym lekkim drganiu powiek... które powściągam w tej chwili. Sam Protos złapałby się”.

Tymczasem słońce zaszło; już bladły ostatnie promienie jego chwały, którą Fleurissoire oglądał ze wzruszeniem. Naraz na sklepionym suficie wagonu zabłysła w lampie elektryczność; światło zbyt brutalne przy tym łagodnym zmierzchu; równocześnie, z obawy, aby blask nie zmącił snu sąsiada, Fleurissoire zakręcił wyłącznik, co nie spowodowało całkowitej ciemności, ale odprowadziło prąd głównej lampy do niebieskiej lampki nocnej. Na gust Amedeusza, ta niebieska ampułka dawała jeszcze za wiele światła; zakręcił jeszcze raz, lampka zgasła, ale natychmiast zapaliły się dwa boczne kinkiety, dokuczliwsze od środkowej lampy; jeszcze jeden ruch, i lampka nocna zapłonęła znowu; poprzestał na tym.

„Czy on skończy raz bawić się z tym światłem? — myślał Lafcadio zniecierpliwiony. — Co on teraz robi? (Nie, nie podniosę powiek). Stoi. Czyżby go nęciła moja walizka? Brawo! Stwierdza, że jest otwarta. Po to, aby zaraz zgubić klucz, czy warto było kazać robić w Mediolanie skomplikowany zamek, który musiano rozbijać w Bolonii! Kłódkę przynajmniej da się zastąpić... Niechże mnie czarci porwą; on zdejmuje marynarkę? Spójrzmyż, co on robi”.

Nie zwracając uwagi na walizkę Lafcadia, Fleurissoire, całkowicie pochłonięty swoim nowym kołnierzykiem, zdjął marynarkę, aby go móc łatwiej zapiąć; nakrochmalony perkal, sztywny jak karton, opierał się wszystkim jego wysiłkom.

„Nie ma miny zbyt radosnej — powiadał sobie Lafcadio. — Musi cierpieć na jakąś fistułę231 albo na inne sekretne cierpienie. Mamż mu pomóc? Nie da sobie rady sam”.

Nareszcie! Kołnierz przepuścił w końcu spinkę. Wówczas Fleurissoire wziął krawat z poduszki, na której położył go obok kapelusza, marynarki i mankietów, i zbliżywszy się do drzwi, starał się odróżnić w szybie — niby Narcyz232 w fali — swoje odbicie od krajobrazu.

„Ciemno mu”.

Lafcadio zapalił światło. Pociąg jechał wzdłuż skarpy, którą widać było przez szyby, oświeconą światłem tryskającym z każdego przedziału; tworzyło to szereg jasnych kwadratów, które tańczyły wzdłuż toru, zmieniając kształt wedle każdej odmiany terenu. Pośród jednego z nich widać było drgający nikły cień Amedeusza; inne kwadraty były puste.