Na pierwszy rzut oka Lafcadio ujrzał w kącie pokoju porzucony egzemplarz „Corriere della Sera”. Na stole, na środku pokoju, duży otwarty flakon wody kolońskiej wydzielał silny zapach. Julius otworzył mu ramiona.
— Lafcadio! Drogi chłopcze... jakżem rad, że cię widzę!
Zburzone włosy hrabiego bujały na skroniach: zdawał się wzruszony; trzymał w ręce chustkę do nosa w czarne groszki i wachlował się nią.
— Jesteś z pewnością osobą, której bym się najmniej spodziewał, ale zarazem tą, którą najbardziej pragnąłem oglądać dziś wieczór. Czy to pani Karola powiedziała ci, że jestem tutaj?
— Dziwne pytanie!
— No tak, bo właśnie ją ujrzałem... Zresztą, nie jestem pewien, czy ona mnie widziała.
— Karola! Jest w Rzymie?
— Nie wiedziałeś?
— Przybywam w tej chwili z Sycylii i pan jest pierwszą osobą, którą widzę. Tamtej osoby nie pragnę widzieć.
— Wydała mi się bardzo ładna.