— Zatem, oto co planuję... Słuchasz mnie?

— Do samej głębi duszy — rzekł, śmiejąc się wciąż, Lafcadio.

— I podążasz za mną?

— Aż do piekieł.

Julius zwilżył na nowo chustkę, usiadł w fotelu; na wprost niego Lafcadio siadł okrakiem na krześle.

— Chodzi o młodego człowieka, którego chcę uczynić zbrodniarzem.

— Nie widzę trudności.

— Oho, ho! — rzekł Julius, któremu zależało na trudności.

— Ależ skoro pan jesteś powieściopisarzem, któż panu przeszkadza? Skoro się daje bieg fantazji, czyż nie może iść, gdzie jej się podoba?

— Im bardziej to, co roję, jest niezwykłe, tym bardziej muszę dostarczyć motywów i wyjaśnień.