Tymczasem Julius czytał dalej:
...co zdaje się wskazywać premedytację w tej zbrodni. (Czemu właśnie tej zbrodni? Mój bohater mógł się ubezpieczyć na wszelki wypadek...) Natychmiast po stwierdzeniu policyjnym trupa przewieziono do Neapolu, aby umożliwić stwierdzenie tożsamości. (Tak, wiem, że oni tam mają sposoby i zwyczaj przechowywania ciała bardzo długo...).
— Czy pan jest pewny, że to jest on? (Głos Lafcadia drżał lekko).
— Jakże! Czekałem go dzisiaj na obiad.
— Dał pan znać policji?
— Jeszcze nie. Muszę najpierw uporządkować trochę swoje myśli. Włożywszy już żałobę, pod tym względem przynajmniej (mam na myśli: względem stroju) jestem spokojny; ale rozumiesz, że skoro raz się rozejdzie nazwisko ofiary, muszę uprzedzić całą rodzinę, wysłać depesze, rozpisać listy, zająć się klepsydrami, inhumacją244, muszę się udać do Neapolu odebrać ciało... Och, drogi Lafcadio, przez wzgląd na ten kongres, na którym muszę być obecny, czy nie zechciałbyś przez prokurację245 przywieźć ciała w moim imieniu?
— Zobaczymy za chwilę.
— O ile, bądź co bądź, nie zrobiłoby to na tobie zbyt wielkiego wrażenia. Na razie oszczędzam mojej biednej szwagierce okrutnych godzin; z mglistych informacji dzienników jak mogłaby przypuszczać?... Wracam do mego tematu: kiedy przeczytałem tę kronikę, powiedziałem sobie tak: „Znam motyw tej zbrodni, którą sobie wyobrażam tak dobrze, którą odtwarzam, którą widzę; znam pobudkę, która do niej skłoniła; i wiem, że gdyby nie było owej przynęty sześciu tysięcy franków, zbrodnia nie byłaby się spełniła”.
— Ale przypuśćmy, że...
— Tak, nieprawdaż: przypuśćmy na chwilę, że nie było tych sześciu tysięcy franków lub że ich zbrodniarz nie wziął: i oto mój bohater.