Kiedy wrócił, oznajmiono mu, że pytała się o niego jakaś dama; nie powiedziała nazwiska, czeka w reading room246. Julius udał się tam i z niemałym zdziwieniem zastał Karolę.
Nie w pierwszej sali, ale w drugiej, ustronniejszej, mniejszej i mniej oświetlonej, Karola siedziała przy bocznym stole; z udawaną pewnością siebie przeglądała niedbale album. Widząc wchodzącego Juliusa, wstała, bardziej zawstydzona niż uśmiechnięta. Spod czarnego płaszczyka wyglądał stanik ciemny, skromny, prawie dystyngowany; awanturniczy natomiast, mimo iż czarny, kapelusz charakteryzował ją w sposób raczej podejrzany.
— Uzna pan to za wielką śmiałość z mojej strony, panie hrabio. Nie wiem, skąd wzięłam odwagę, aby się zjawić w tym hotelu i pytać o pana; ale pan mi się tak grzecznie ukłonił wczoraj... A przy tym to, co mam panu do powiedzenia, jest tak ważne...
Stała za stołem; Julius zbliżył się pierwszy i przez stół podał jej bezceremonialnie rękę.
— Czemu zawdzięczam przyjemność pani wizyty?
Karola spuściła głowę.
— Wiem, że pana spotkał cios...
Julius zrazu nie zrozumiał, ale widząc, że Karola wyciąga chustkę i przykłada ją do oczu, rzekł:
— Jak to! Pani z kondolencją?
— Znałam pana Fleurissoire — odparła.