— A!

— Och! Od niedawna. Ale bardzo go lubiłam. Był taki uprzejmy, taki dobry. To nawet ja dałam mu te spinki do mankietów; wie pan, te, które opisano w gazecie; po tym zgadłam, że to on. Ale nie wiedziałam, że to był pański szwagier. Bardzo mnie to zdziwiło i wyobraża pan sobie, jaką mi to zrobiło przyjemność... Och, przepraszam, nie to chciałam powiedzieć...

— Niech się pani nie wstydzi, droga pani; chce pani zapewne powiedzieć, że pani jest rada z tej sposobności ujrzenia mnie.

Bez odpowiedzi Karola ukryła twarz w chusteczce; wstrząsnęło nią łkanie. Julius czuł się w obowiązku ująć ją za rękę.

— I ja także — rzekł nieco wzruszony — i ja także, droga pani, proszę mi wierzyć... iż...

— Owego rana przed wyjazdem mówiłam mu, żeby uważał na siebie. Ale to nie było w jego naturze. Był zbyt ufny, pan wie.

— To był święty, droga pani, to był święty — rzekł Julius z zapałem, wydobywając również chustkę.

— Czułam to! — wykrzyknęła Karola. — W nocy, kiedy myślał, że ja śpię, wstawał, klękał przy łóżku i...

To bezwiedne wyznanie do reszty zmąciło spokój Juliusa; schował chustkę i zbliżając się jeszcze, rzekł:

— Niech pani zdejmie kapelusz, droga pani.