— Przyrzekł mi, że mu nie zrobi nic złego; powinien był dotrzymać obietnicy, byłabym i ja dotrzymała swojej. Teraz mam tego dość; może mi zrobić, co mu się podoba.
Karola zdradzała rosnące podniecenie. Julius okrążył stół i zbliżył się znów do niej.
— Swobodniej porozmawiamy może w moim pokoju.
— Och, proszę pana — rzekła Karola — powiedziałam już panu wszystko, co miałam do powiedzenia; nie chciałabym pana zatrzymywać dłużej.
Wciąż cofając się, obeszła stół i znalazła się blisko drzwi.
— Lepiej, abyśmy się rozstali teraz — odparł z godnością Julius, który chciał mieć zasługę tego oporu. — Och, chciałem powiedzieć jeszcze: gdyby pojutrze przyszła pani ochota być obecną na pogrzebie, lepiej byłoby, aby mnie pani nie poznawała.
Po tych słowach rozstali się, nie wymówiwszy nazwiska niepodejrzewanego Lafcadia.
V
Lafcadio wiózł z Neapolu zwłoki Amadeusza Fleurissoire. Jechały żałobnym wozem, który przyczepiono do pociągu, ale do którego Lafcadio nie uważał za konieczne wsiąść sam. Bądź co bądź, dla decorum248 umieścił się w przedziale niezupełnie najbliższym, bo ostatni wagon był wagonem drugiej klasy, ale przynajmniej tak blisko ciała, jak tylko pierwsza klasa pozwalała. Wyjechawszy z Rzymu rano, miał wrócić tego samego dnia wieczór. Niechętnie przyznawał się sam przed sobą do nowego uczucia, które niebawem ogarnęło jego duszę, niczego bowiem się tak nie wstydził jak nudy, owej sekretnej choroby, od której beztroskie apetyty jego młodości, a potem twarda konieczność ustrzegły go dotąd. Opuściwszy swój przedział z sercem próżnym nadziei i radości, wałęsał się wzdłuż korytarza, szarpany nieokreśloną ciekawością i szukając wpółświadomie myślą, co by tu można podjąć nowego i niedorzecznego. Wszystko zdawało się niedostateczne jego pragnieniu. Nie myślał już o podróży, uznając niechętnie, że Borneo niezbyt go nęci; tak samo reszta Włoch; nie interesowały go już nawet następstwa jego przygody, wydawała mu się dziś kompromitująca i głupia. Wściekły był na tego Fleurissoire’a, że się lepiej nie bronił; buntował się przeciw tej mizernej fizys249, byłby ją chciał wymazać z pamięci.
Natomiast byłby chętnie ujrzał zucha, który zabrał jego walizę: bajeczny kawalarz!... I jak gdyby go miał odnaleźć na stacji w Kapui, wychylił się z okna, przebiegając oczami pusty peron. Ale czyż by go poznał? Widział go tylko z tyłu, już odległego, oddalającego się w mroku... Szedł za nim w wyobraźni nocą, jak dochodzi do łożyska Volturno, odnajduje wstrętnego trupa, obdziera go i jakby przez wyzwanie wycina w podszewce kapelusza — własnego kapelusza Lafcadia — kawałek skóry o kształcie i wymiarach laurowego liścia, jak pisały wytwornie gazety. Koniec końców, Lafcadio był bardzo wdzięczny swemu rabusiowi, że usunął ten „dowód rzeczowy” z adresem magazynu. Bez wątpienia, ten ograbiacz trupów sam miał interes w tym, aby na siebie nie ściągać uwagi, a jeżeli zamierzał mimo to posłużyć się swoim dowodem, na honor, to mogłoby być wcale zajmujące wejść z nim w układy.