Małgorzata przywiozła powieściopisarzowi dobre nowiny: jego wybór nie przedstawiał już żadnych wątpliwości; przedwczoraj kardynał André zawiadomił ją nieoficjalnie, iż kandydat nie potrzebuje nawet powtarzać swoich wizyt; Akademia przychodzi do niego sama, z otwartymi ramionami; czekają na niego.

— Sam widzisz! — mówiła Małgorzata. — Co ja ci mówiłam w Paryżu? Wszystko przychodzi na czas. Na tym świecie wystarczy umieć czekać.

— I nie zmieniać się — odparł z namaszczeniem Julius, niosąc rękę małżonki do ust i nie widząc, że wlepione weń spojrzenie córki nabrzmiewa wzgardą. — Wierny tobie, swoim myślom, swoim zasadom. Wytrwałość jest najkonieczniejszą cnotą.

Już oddalało się od niego wspomnienie jego najnowszego skrętu, oddalała się wszelka myśl inna niż prawomyślna, wszelki inny projekt niż obyczajny. Uświadomiony obecnie, odnalazł się bez wysiłku. Podziwiał tę subtelną konsekwencję, mocą której duch jego zboczył na chwilę z drogi. To nie on się zmienił, to papież.

„Przeciwnie, co za stałość mojej myśli — powiadał sobie — co za logika! Najtrudniejsze to wiedzieć, czego się trzymać. Biedny Fleurissoire przypłacił życiem to, że zajrzał za kulisy. Najprostsze — kiedy się jest prostym człowiekiem — to trzymać się tego, co się wie. Ten wstrętny sekret zabił go. Świadomość wzmacnia jedynie silnych... Mniejsza! Szczęśliwy jestem, że Karola uprzedziła policję; to mi pozwoli dumać swobodniej... Bądź co bądź, gdyby Antym wiedział, że nie prawdziwemu Ojcu Świętemu zawdzięcza swoje niedole i swoje wygnanie, co by to była za pociecha dla tego biedaka! Co za pokrzepienie w wierze! Co za ulga!... Jutro po pogrzebie pomówię z nim”.

Pogrzeb ten nie ściągnął tłumów. Trzy powozy jechały za karawanem. Padał deszcz. W pierwszym powozie Blafaphas jako przyjaciel towarzyszył Arnice (skoro się żałoba skończy, ożeni się z nią z pewnością). Oboje wyjechali z Pau przedwczoraj. Opuścić wdowę w jej zgryzocie, pozwolić samej podjąć tę długą podróż, tej myśli Blafaphas nie mógł nawet znieść! Ludzkie języki! Mimo że nie należy do rodziny, Blafaphas przywdział żałobę; któryż krewny mógłby się równać z takim przyjacielem! Ale przybyli do Rzymu zaledwie od kilku godzin, przegapiwszy jakieś połączenie.

W ostatnim powozie siedziała pani Armand-Dubois z hrabiną i jej córką; w drugim hrabia z Antymem Armand-Dubois.

Nad grobem Amedeusza nikt nie czynił żadnych aluzji do jego nieszczęśliwej przygody. Ale wracając z cmentarza, Julius de Baraglioul, znalazłszy się na nowo sam z Antymem, zaczął:

— Przyrzekłem ci interweniować w twojej sprawie u Ojca Świętego.

— Bóg mi świadkiem, że cię o to nie prosiłem.