— W takim razie wiem, co mi pozostaje — odparł Antym stanowczym głosem. — Ja was urządzę!
Julius wzdrygnął się.
— Drogi Antymie, niepokoisz mnie. Ani chybi narazisz się na klątwę.
— Czyją? Jeżeli to fałszywy papież, mam to w...
— A ja myślałem, że tym sekretem wleję w twoje serce nieco pociechy — rzekł Julius wstrząśnięty.
— Żartujesz? A kto mi ręczy, czy Fleurissoire, przybywszy do Raju, nie odkryje także, że jego Pan Bóg też nie był prawdziwy?
— Słuchaj, drogi Antymie, ty bredzisz! Jak gdyby mogło być dwóch! Jak gdyby mógł być inny.
— Słuchaj! Tobie dobrze mówić, który dla Niego nic nie porzuciłeś; ty, któremu wszystko — prawdziwe czy fałszywe — wychodzi na korzyść... Ech, zatrzymaj powóz, trzeba mi powietrza!
Wychylając się z powozu, dotknął laską ramienia woźnicy i kazał zatrzymać. Julius chciał wysiąść razem z nim.
— Nie! Zostaw mnie. Usłyszałem już dość, aby wiedzieć, co robić. Zachowaj resztę do swojej powieści. Co do mnie, piszę jeszcze dziś do Wielkiego Mistrza Zakonu256 i od jutra podejmuję swoje kroniki naukowe w „Dépêche”. Pobawimy się.