— Jak to! Ty kulejesz? — rzekł Julius zdziwiony, widząc, że Antym na nowo utyka.

— Tak, od kilku dni wróciły mi dawne bóle.

— A! Teraz wszystko jest jasne! — rzekł Julius, który nie patrząc za oddalającym się, cofnął się w głąb powozu.

VII

Czy Protos miał zamiar wydać Lafcadia policji, jak mu tym groził?

Nie wiem: wypadki dowiodły zresztą, że nie miał on pomiędzy panami z policji samych przyjaciół. Uprzedzeni poprzedniego dnia przez Karolę, zastawili na vicolo dei Vecchierelli pułapkę; znali od dawna dom i wiedzieli, że najwyższe piętro posiada łatwą komunikację z domem sąsiednim, którego wyjście również obstawili.

Protos nie lękał się szpiclów; oskarżenie nie było mu groźne, aparat sprawiedliwości też nie; wiedział, że niełatwo mu czegoś dowieść, nie miał na sumieniu żadnej konkretnej zbrodni, same przestępstwa tak drobne, że umykały dowodom. Toteż nie przeraził się zbytnio, kiedy zrozumiał, że jest osaczony, a zrozumiał to bardzo szybko, mając osobliwy węch w rozpoznawaniu szpiclów pod wszelkim przebraniem.

Zaledwie nieco zmieszany, zamknął się zrazu w pokoju Karoli, czekając na jej powrót. Nie widział Karoli od czasu zamordowania Amedeusza; pragnął poprosić jej o radę i zostawić niektóre wskazówki w razie prawdopodobnej blokady.

Tymczasem Karola, posłuszna woli Juliusa, nie pojawiła się na cmentarzu; nikt nie widział, że ukryta za mauzoleum asystowała pod parasolem z daleka smutnej ceremonii. Czekała cierpliwie, pokornie, aż pobliże świeżego grobu opustoszeje; ujrzała tworzący się orszak, Juliusa odchodzącego z Antymem, powozy oddalające się w drobnym deszczyku. Wówczas zbliżyła się do grobu, wyjęła spod stanika wielki bukiet astrów i złożyła go z boku, z dala od bukietów rodziny; po czym stała długo na deszczu, nie patrząc na nic, nie myśląc o niczym i płacząc w braku modlitwy.

Kiedy wróciła na vicolo dei Vecchierelli, poznała na progu dwie niezwykłe figury, ale nie zrozumiała, czemu dom jest strzeżony. Pilno jej było ujrzeć Protosa; nie wątpiąc, że on jest mordercą, nienawidziła go teraz...