Rosło między nimi przykre milczenie, które słowa ich przerywały nagłymi zrywami, po czym milczenie zamykało się jeszcze głębsze; wówczas słychać było fale banalnej muzyki neapolitańskiej płynące z wielkiego hotelowego hallu. Paznokciem małego palca — zaostrzonym i bardzo długim — Julius zdrapywał małą plamę stearyny na serwecie. Nagle spostrzegł, że ten piękny paznokieć jest złamany. Było to poprzeczne pęknięcie, które ćmiło w całej szerokości różową barwę kaboszona258. Jak się to stało? I jakim cudem zaraz tego nie spostrzegł? Jak bądź się rzeczy miały, zło było nie do naprawienia: nie pozostawało Juliusowi nic, jak tylko obciąć paznokieć. Odczuł to jako żywą przykrość, bo bardzo dbał o swoje ręce, a specjalnie o ten paznokieć, który wyhodował z wolna i który podkreślał wytworną linię palca. Nożyczki były w szufladzie toalety; Julius miał już wstać i iść po nie, ale trzeba by było przejść koło Lafcadia; pełen taktu, odłożył delikatną operację na później.
— I... co zamierzasz uczynić teraz? — rzekł.
— Nie wiem. Może oddać się w ręce policji. Zostawiam sobie noc do namysłu.
Julius opuścił rękę na fotel, patrzał przez chwilę na Lafcadia, po czym zniechęcony westchnął:
— A ja zaczynałem cię kochać!...
Było to powiedziane bez złej intencji. Lafcadio musiał to zrozumieć. Ale mimo iż nieświadome, słowa te były nie mniej okrutne i ugodziły go w serce. Podniósł głowę, tężąc się przeciw grozie, która mu nagle ścisnęła gardło. Popatrzał na Juliusa: „Czy to naprawdę ten, którego wczoraj czułem się prawie bratem?” — powiadał sobie. Wodził oczami po pokoju, w którym przedwczoraj, mimo swojej zbrodni, mógł rozmawiać tak wesoło; flakon wody kolońskiej stał jeszcze na stole, prawie pusty...
— Słuchaj, Lafcadio — podjął Julius — twoje położenie nie wydaje mi się całkiem stracone. Domniemany sprawca zbrodni...
— Tak, wiem, że go aresztowano — przerwał sucho Lafcadio. — Zatem pan mi radzi, abym pozwolił oskarżyć w swoje miejsce niewinnego?
— Ten, którego nazywasz niewinnym, zamordował właśnie kobietę, którą nawet znasz...
— To mi daje wolną rękę, nieprawdaż?