— Czego chcecie? — krzyknął drżącym głosem.

Za trzecim razem ogarnęła go dziwna omdlałość; omdlałość taka, że roztopiło się w niej wszelkie uczucie strachu (później nazywał to tkliwością rezygnacji); naraz uczuł, że jest bez oporu i że drzwi ustąpią. Otwarły się bez hałasu; przez chwilę widział jedynie ciemną ramę, ale w której, jak gdyby w niszy, pojawiła się nagle Najświętsza Panna. Był to nieduży biały kształt, który zrazu wziął za swoją siostrzenicę Julcię, jak ją dopiero co widział z bosymi nogami, wystającymi nieco spod koszuli; ale w chwilę potem poznał Tę, którą obraził; to znaczy, iż miała postać posągu z niszy; poznał nawet ranę zadaną w prawe ramię; ale blada twarz była piękniejsza, bardziej jeszcze uśmiechnięta niż zazwyczaj. Nie widział wyraźnie, aby szła, ale zbliżała się do niego, jakby ślizgając się po podłodze. Kiedy się znalazła w głowach łóżka, rzekła:

— Czy sądzisz, ty, któryś mnie zranił, że ja potrzebuję ręki, aby cię uleczyć?

To mówiąc, podniosła nad nim pusty rękaw.

Zdawało mu się teraz, że ta dziwna jasność promieniuje z Niej. Ale kiedy metalowy pręt wszedł nagle w jego bok, przeszył Antyma straszliwy ból, który go obudził w ciemności.

Trwało może kwadrans, zanim Antym odzyskał zmysły. Czuł w całym ciele jakieś dziwne odrętwienie, otępienie, potem mrowienie niemalże przyjemne, tak iż wątpił teraz, czy on w istocie czuł ostry ból w boku; nie rozumiał już, gdzie się zaczyna, a gdzie się kończy jego sen, ani czy on teraz czuwa, ani czy śnił przed chwilą. Pomacał się, uszczypnął się jakby dla sprawdzenia, wychylił rękę z łóżka, wreszcie potarł zapałkę. Weronika spała obok niego, twarzą do ściany.

Wówczas, wynurzając się z prześcieradeł i odrzucając kołdrę, wysunął nogi tak, że dotknął końcami palców pantofli. Kula była tuż, wsparta o nocny stolik; nie biorąc jej, Antym oparł się na rękach, odpychając łóżko wstecz; następnie zanurzył nogi w skórzane pantofle, potem wyprostował się na nogach; po czym, jeszcze niepewny, z jedną ręką wyciągniętą naprzód, drugą wstecz, zrobił krok, potem dwa kroki wzdłuż łóżka, trzy kroki, potem w poprzek pokoju... Najświętsza Panno! Byłżeby... Bez hałasu wciągnął spodnie, włożył kamizelkę, marynarkę... Wstrzymaj się, moje niebaczne pióro! Tam, gdzie już drga skrzydło duszy, która się wyzwala, cóż znaczą niezręczne ruchy porażonego ciała, przychodzącego do zdrowia?

Kiedy w kwadrans później Weronika, tknięta jakimś przeczuciem, obudziła się, zaniepokoiła się zrazu, że nie czuje Antyma przy sobie; zaniepokoiła się bardziej jeszcze, kiedy potarłszy zapałkę, spostrzegła w głowach łóżka kulę, nieodzowną towarzyszkę kaleki. Zapałka dopaliła się jej w palcach, bo Antym, wychodząc, zabrał ze sobą świecę; po omacku Weronika odziała się z grubsza, potem, również opuszczając pokój, szła wiedziona nitką światła, widną49 pod drzwiami pracowni.

— Antymie! Czy jesteś, Antymie?

Żadnej odpowiedzi. Jednakże Weronika, wytężając słuch, słyszała osobliwy szmer. Przestraszona pchnęła drzwi; to, co ujrzała, przygwoździło ją do progu.