— Ostatecznie miejmy nadzieję, że krytyki i recenzje potrafią ojca lepiej oświecić.

Julius wybuchnął:

— Recenzje! Właśnie!... Krytyki!... — Po czym, wściekły, zwrócił się z gorzkim śmiechem do Małgorzaty tak, jakby to była jej wina: — Rżną mnie na wszystkie strony.

Natychmiast Małgorzata rozbudziła się zupełnie.

— Zastałeś dużo krytyk? — spytała troskliwie.

— I pochwał, wzruszająco obłudnych.

— Jak ty dobrze robiłeś, żeś gardził tymi pismakami! Przypomnij sobie, co ci pisał przedwczoraj pan de Vogüé: „Pióro takie jak pańskie broni Francji niby szpada”.

— „Pióro takie jak pańskie, wobec barbarzyństwa, które nas otacza, broni Francji lepiej niż szpada” — poprawił Julius.

— A kardynał André, przyrzekając ci swój głos, upewnił cię jeszcze niedawno, że masz za sobą cały Kościół.

— A to mi w istocie wielki zysk!