— Bo gdyby miał trochę wolnego czasu, zamierzałem go prosić, aby... się zajął dla mnie pewną sprawą.

— Jakiego rodzaju?

— Och, właśnie... chciałbym najpierw poznać nieco rodzaj jego zatrudnień.

Pytanie było naiwne, ale wygląd Karoli nie zachęcał do subtelności. Tymczasem hrabia de Baraglioul odzyskał pewność siebie. Siedział teraz na krześle, które sprzątnęła Karola, ona zaś koło niego, oparta o stół, już zaczynała mówić, kiedy się rozległ na korytarzu wielki hałas: drzwi otwarły się z łoskotem i ukazała się owa kobieta, którą Julius ujrzał był w fiakrze.

— Byłam pewna — rzekła — kiedym go widziała, jak wchodzi...

A Karola odparła natychmiast, odsuwając się trochę od Juliusa:

— Ależ wcale nie, moja droga... rozmawialiśmy. Moja przyjaciółka, Berta Grand-Marnier; pan hrabia... przepraszam, zapomniałam pańskiego nazwiska.

— Mniejsza o to — rzekł Julius trochę zakłopotany, ściskając urękawicznioną dłoń, którą podała mu Berta.

— Przedstaw i mnie... — rzekła Karola.

— Słuchaj, dziecko, od godziny czekają na nas — rzekła tamta, przedstawiwszy przyjaciółkę. — Jeżeli chcesz rozmawiać z panem, zabierz go; ja mam fiakra.