4 kwietnia rozmowa z Protosem:

Czy rozumiesz, co się mieści w tych słowach: przejść ponad czymś?

Na tym kończyły się zapiski.

Julius wzruszył ramionami, zacisnął usta, potrząsnął głową i położył kajet na swoje miejsce. Wyjął zegarek, wstał, zbliżył się do okna, wyjrzał na ulicę, deszcz ustał. Skierował się w kąt pokoju, gdzie, wychodząc, postawił parasol; w tej chwili ujrzał lekko opartego o drzwi pięknego, młodego człowieka z jasnymi włosami, który obserwował go z uśmiechem.

III

Młodzieniec z fotografii zaledwie dojrzał; Justus Agenor powiedział: „dziewiętnaście lat”; nie dałoby mu się więcej niż szesnaście. Z pewnością Lafcadio dopiero co przybył. Odkładając kajet na miejsce, Julius spojrzał był ku drzwiom i nie widział nikogo; ale w jaki sposób nie słyszał nadchodzącego? Instynktownie spojrzawszy na nogi młodego człowieka, Julius spostrzegł, że zamiast bucików ma kalosze.

Lafcadio uśmiechał się uśmiechem, który nie miał nic wrogiego; zdawał się raczej ubawiony, ale ironiczny; zachował na głowie czapeczkę podróżną, ale z chwilą gdy spotkał spojrzenie Juliusa, odkrył głowę i skłonił się ceremonialnie.

— Pan Wluiki? — spytał Julius.

Młody człowiek skłonił się znów bez słowa.

— Daruje mi pan, żem się rozgościł w pańskim pokoju, czekając na pana. Prawdę mówiąc, nie byłbym śmiał wejść tu sam, gdyby mnie nie wprowadzono.