W kilka minut potem wprowadzono Lafcadia do gabinetu powieściopisarza.

Przyjęcie było nader uprzejme, ale hrabia Julius nie umiał się wziąć do rzeczy, a Lafcadio zajął od razu obronną pozycję.

— Panie hrabio, muszę pana na wstępie ostrzec: mam wybitny wstręt do wdzięczności, tak samo jak do długów; i co bądź by pan dla mnie uczynił, nie sprawi pan, abym mu się czuł zobowiązany.

Teraz Julius żachnął się.

— Nie mam zamiaru pana kupować, panie Wluiki — zaczął z partesu101.

Ale nagle obaj, spostrzegłszy, że palą za sobą mosty, urwali. Po chwili milczenia Lafcadio spytał pojednawczo:

— Jakaż to jest ta praca, którą mi pan chciał powierzyć?

Julius wycofał się pod pozorem, że tekst jeszcze nie jest gotowy; nieźle byłoby zresztą, aby przedtem zapoznali się nieco bliżej.

— Przyzna pan — odparł Lafcadio wesoło — że pan wczoraj z tym nie czekał i że pan zaszczycił swoją uwagą pewien kajecik...

Julius stracił kontenans102 i odparł nieco zmieszany: