— Przyznaję. — Po czym dodał z godnością: — I przepraszam. Gdyby taka rzecz dała się cofnąć, nie powtórzyłbym tego.

— Nie da się powtórzyć, spaliłem kajet.

Julius przybrał wyraz stroskany.

— Bardzo się pan gniewa?

— Gdybym się jeszcze gniewał, nie mówiłbym panu o tym. Daruje pan ton, jaki przybrałem tu na wstępie — ciągnął Lafcadio zdecydowany prowadzić grę dalej. — Bądź co bądź, rad bym wiedzieć, czy pan także przeczytał urywek listu znajdujący się w notatniku?

Julius nie przeczytał listu z tej prostej racji, że go nie znalazł; ale skorzystał z tego, aby zapewnić o swojej dyskrecji. Lafcadio bawił się nim i bawił się tym, że mu to okazuje.

— Wziąłem już po trosze rewanż wczoraj na pańskiej ostatniej książce.

— Nie ma danych na to, aby pana mogła zająć — rzekł skwapliwie Julius.

— Och, nie przeczytałem całej. Muszę się panu przyznać, że nie mam wielkiego zamiłowania do lektury. Prawdę rzekłszy, z przyjemnością czytałem dotąd jedynie Robinsona... A, także Aladyna... W pańskich oczach muszę być zgubiony.

Julius podniósł łagodnie rękę.