— Jedynie żal mi pana; pozbawia się pan wielkich rozkoszy.
— Znam inne.
— Może nie w równie dobrym gatunku.
— Spodziewam się! — i Lafcadio zaśmiał się dość bezczelnie.
— Będzie pan tego żałował kiedyś — podjął Julius, nieco podrażniony drwiną.
— Kiedy będzie za późno — dokończył sentencjonalnie Lafcadio; po czym dodał nagle: — To pana bardzo bawi, pisać?
Julius wyprostował się.
— Nie piszę dla zabawy — rzekł z godnością. — Rozkosze, jakich kosztuję, pisząc, wyższe są od tych, które mogłoby mi dać życie. Zresztą, jedno nie przeszkadza drugiemu...
— Tak się to mówi. — Po czym podnosząc nagle głos, który zniżył jak gdyby przez roztargnienie, Lafcadio dodał: — Czy pan wie, co mnie zraża do wszelkiej pisaniny? Poprawki, przekreślenia, retusze, jakie się robi.
— Sądzi pan, że w życiu człowiek się nie poprawia? — spytał z ożywieniem Julius.