— Nie rozumie mnie pan: w życiu człowiek poprawia się (wedle tego, co mówią), doskonali się; ale nie można poprawić tego, co się zrobiło. I właśnie to prawo do retuszu robi z pisaniny rzecz tak szarą i tak... (nie dokończył). Tak, to właśnie mi się wydaje tak piękne w życiu, że trzeba malować al fresco103. Mazanie niedozwolone.
— Czy dużo trzeba by mazać w pańskim życiu?
— Nie... jeszcze niezbyt dużo... A zresztą, skoro nie można mazać... — Lafcadio zamilkł na chwilę, po czym dodał: — A jednak to przez chęć zamazania rzuciłem w ogień mój notatnik!... Za późno, jak pan widzi. Ale niech pan przyzna, że pan z tego niewiele zrozumiał.
Nie. Do tego Julius by się nie przyznał.
— Czy pozwoli mi pan na kilka pytań? — rzekł zamiast odpowiedzi.
Lafcadio wstał tak żywo, iż Julius myślał, że chce uciec; ale on podszedł jedynie do okna i podnosząc muślinową firankę, rzekł:
— To pański ten ogród?
— Nie — odparł Julius.
— Szanowny panie, nikomu dotąd nie pozwoliłem bodaj trochę zaglądać do mego życia — odparł Lafcadio, nie odwracając się. Potem, wracając do Juliusa, który znów widział w nim tylko sztubaka104: — Ale dziś jest święto, dam sobie wakacje, jedyny raz w życiu. Niech pan zadaje pytania, zobowiązuję się odpowiedzieć na wszystkie... A! Muszę panu powiedzieć najpierw, że wylałem za drzwi dziewczynę, która je panu wczoraj otwarła.
Dla formy Julius przybrał wyraz stroskany.