Przerwało mu pukanie do drzwi. Że jednak nikt się nie zjawiał, Julius wyszedł. Przez drzwi, które zostawił otwarte, dochodził do Lafcadia odgłos zmieszanych głosów. Potem zapanowała wielka cisza. Po dziesięciu minutach czekania Lafcadio już się gotował do odejścia, kiedy wszedł lokaj w liberii:

— Pan hrabia kazał powiedzieć panu sekretarzowi, że go nie zatrzymuje dłużej. Pan hrabia otrzymał złe wiadomości od ojca i przeprasza, że nie może się pożegnać z panem.

Z tonu, jakim to było powiedziane, Lafcadio domyślił się, że oznajmiono śmierć starego hrabiego. Zapanował nad wzruszeniem.

„Ha! — powiadał sobie, wracając na impasse Claude-Bernard — chwila nadeszła. It is time to launch the ship117. Odtąd, skądkolwiek powieje wiatr, ten, który powieje, będzie dobry. Skoro nie mogę być całkiem blisko przeszłości, starajmy się najbardziej od niej oddalić”.

Przechodząc w hotelu koło loży odźwiernego, oddał mu puzderko, które nosił od wczoraj przy sobie.

— Odda pan ten pakiecik pannie Venitequa wieczorem, kiedy wróci — rzekł. — Zechce pan przygotować mój rachunek.

W godzinę potem, spakowawszy walizę, posłał po fiakra. Wyjechał, nie podając adresu. Adres jego rejenta wystarczał.

Księga trzecia. Amedeusz Fleurissoire

I

Hrabina Guy de Saint-Prix, młodsza siostra Juliusa, którą śmierć hrabiego Justusa Agenora powołała nagle do Paryża, od niedawna dopiero wróciła do ładnego pałacyku w Pezac, o cztery kilometry od Pau. Nie opuszczała prawie tej posiadłości od czasu swego wdowieństwa, a tym bardziej od czasu małżeństwa i ustalenia się swoich dzieci. Otóż pewnego dnia złożono jej tam szczególną wizytę.