Po czym, rzucając się w tył ze śmiechem przechodzącym w szloch, kanonik ciągnął:
— I co pomyślałaś, hrabino de Saint-Prix, coś pomyślała o tym godnym dopełnieniu okrutnej encykliki: o audiencji, udzielonej przez Ojca Świętego redaktorowi „Petit Journal”130? Tak, pani hrabino: „Petit Journal”, och, pfe! Leon XIII w „Petit Journal”! Czuje pani sama, że to niemożliwe. Twoje szlachetne serce już musiało zakrzyknąć, że to fałsz!
— Ależ — wykrzyknęła hrabina, niezdolna już się powstrzymać — trzeba to krzyczeć całemu światu.
— Nie, pani, trzeba to ukrywać! — zagrzmiał straszliwy ksiądz. — Trzeba to przede wszystkim ukrywać, trzeba to ukrywać, aby działać.
Po czym, jakby przepraszając, głosem nagle złamanym:
— Widzi pani, że mówię do pani jak do mężczyzny.
— Ma ksiądz rację, księże kanoniku. Działać, powiedział ksiądz. Prędko: coście postanowili?
— Och, wiedziałem, że znajdę u pani tę szlachetną męską niecierpliwość, godną krwi Baraglioulów. Ale nic, niestety, nie jest w danych okolicznościach groźniejsze niż niewczesny zapał. Jeżeli niektórzy wybrani świadomi są tych ohydnych zbrodni, nieodzowne jest dla nas, pani, liczyć na ich najdoskonalszą dyskrecję, na ich pełne i całkowite poddanie się wskazówkom, jakich się im udzieli we właściwym czasie. Działać bez nas to znaczy działać przeciw nam. I poza potępieniem kościelnym, które będzie mogło pociągnąć... pal sześć... ekskomunikę, wszelka postronna inicjatywa spotka się z kategorycznym i formalnym zaprzeczeniem naszego stronnictwa. Chodzi tu, pani hrabino, o prawdziwą krucjatę: tak, ale o krucjatę ukrytą. Niech mi pani daruje, że kładę nacisk na ten punkt, ale polecono mi bardzo szczególnie uprzedzić panią, że kardynał chce całkowicie ignorować tę historię i nie zrozumie nawet, o czym jest mowa, jeżeli mu kto wspomni o tym. Kardynał nie chce wiedzieć o tym, że mnie widział na oczy; i tak samo później, jeżeli wypadki zetkną nas dwoje, niech będzie dobrze ustalone, że myśmy ze sobą nigdy nie mówili. Ojciec Święty potrafi niebawem rozpoznać swoje prawe sługi.
Nieco zawiedziona, hrabina szepnęła nieśmiało:
— Zatem?...