— Działa się, pani hrabino; działa się, niech pani będzie bez obawy. I jestem nawet uprawniony, aby pani odsłonić część naszego planu.

Rozparł się w fotelu na wprost niej; hrabina podniosła teraz ręce do twarzy i siedziała z biustem podanym naprzód, z łokciami na kolanach i z podbródkiem w dłoniach.

Zaczął opowiadać, że prawdopodobnie papieża zamknięto nie w Watykanie, ale raczej w zamku Świętego Anioła131, który, jak to z pewnością hrabinie wiadomo, łączy się z Watykanem podziemnym korytarzem; że nie byłoby zapewne zbyt trudno wyrwać Ojca Świętego z tej kaźni, gdyby nie zabobonna niemal obawa, jaką służba, mimo iż sercem oddana Kościołowi, żywi wobec masonerii. I na to właśnie liczyła Loża: przykład uwięzionego Ojca Świętego utrzymuje dusze w postrachu.

Nikt ze służby nie chce użyczyć swojej pomocy bez uprzedniej rękojmi, że będzie mógł żyć z dala od prześladowców. Osoby nabożne i o wypróbowanej dyskrecji złożyły poważne kwoty na ten cel. Pozostaje już tylko usunąć jedyną przeszkodę, która znaczy więcej niż wszystkie inne zjednoczone razem. Tą przeszkodą jest pewien książę krwi, naczelny strażnik Leona XIII.

— Przypomina sobie pani hrabina, jaką tajemnicą spowita jest do dziś podwójna śmierć arcyksięcia Rudolfa132, następcy tronu Austro-Węgier, oraz jego młodej, świeżo zaślubionej małżonki133, którą znaleziono rzężącą przy jego boku, Marii Vetsera, siostrzenicy hrabiny Grazioli?... Samobójstwo, mówiono! Pistolet znalazł się tam jedynie po to, aby zmylić opinię publiczną: faktem jest, że oboje zostali otruci. Kuzyn arcyksięcia Rudolfa, również arcyksiążę, zakochany do szaleństwa, niestety, w Marii Vetsera, nie zniósł, aby miała należeć do innego... Po tej okropnej zbrodni Jan Salwator Lotaryński134, syn Marii Antoniny, wielkiej księżnej Toskanii, opuścił dwór swego krewniaka, cesarza Franciszka Józefa. Wiedząc, że go odkryto w Wiedniu, miał wszystko wyznać papieżowi, miał go błagać, wzruszyć go. Uzyskał przebaczenie. Ale pod pozorem pokuty Monaco — kardynał Monaco La Valette135 — zamknął go w zamku Świętego Anioła, gdzie jęczy od trzech lat.

Kanonik wygłosił to wszystko głosem dość spokojnym; odczekał, po czym lekko przytupnąwszy nogą, mówił:

— Jego to Monaco ustanowił naczelnym dozorcą Leona XIII.

— Jak to, kardynał! — wykrzyknęła hrabina. — Więc kardynał może być masonem?

— Niestety — rzekł kanonik zamyślony. — Loża potężnie nadgryzła Kościół. Pojmuje pani, pani hrabino, że gdyby Kościół sam lepiej umiał się bronić, wszystko to nie byłoby się zdarzyło. Loża nie mogła owładnąć osobą naszego Świętego Ojca inaczej niż przy współudziale kilku swoich członków, bardzo wysoko postawionych.

— Ależ to okropne!