— Co począć?

Następnie, gdy brew kanonika stawała się coraz groźniejsza:

— Mam na górze trochę klejnotów...

— Och, fe, pani hrabino; klejnoty to są wspomnienia. Czy widzi mnie pani w roli handlarza kamieni? I czy pani myśli, że zechcę ściągnąć na siebie podejrzenia, starając się o najlepszą cenę? Groziłoby mi to, że naraziłbym równocześnie i panią, i nasze dzieło.

Poważny głos księdza stawał się nieznacznie ostry i gwałtowny. Głos hrabiny drżał lekko.

— Niech pan zaczeka chwilę, księże kanoniku, popatrzę, ile mam w biurku.

Wróciła niebawem. Kurczowo zaciśnięta dłoń mięła błękitne banknoty.

— Na szczęście odebrałam właśnie czynsze. Mogę dziś księdzu wręczyć sześć tysięcy pięćset franków.

Kanonik wzruszył ramionami.

— Co pani chce, abym z tym począł?