— Niech mi pani daruje, że panią nieco złajałem przed chwilą, pani hrabino — rzekł łagodniej ksiądz, biorąc czek, który mu podała. — Ale gdy takie interesy są w grze!

Po czym, wsuwając czek do kieszeni:

— Byłoby bluźnierstwem dziękować pani, nieprawdaż? bodaj w imieniu Tego, w którego rękach jestem tylko bardzo niegodnym narzędziem.

Zdławił w fularowej chustce krótki szloch, po czym, opanowując się natychmiast, szurnął nogą i mruknął coś szybko w obcym języku.

— Pan jest Włoch? — spytała hrabina.

— Hiszpan! Szczerość moich uczuć zdradza mnie.

— W każdym razie nie akcent. Doprawdy, mówi pan po francusku tak...

— Jest pani zbyt uprzejma, pani hrabino. Daruje pani, że panią opuszczę tak spiesznie. Dzięki naszej kombinacyjce będę mógł się dostać jeszcze dziś wieczór do Narbony138, gdzie kardynał oczekuje mnie z wielką niecierpliwością. Żegnam panią!

Ujął jej ręce, przegiął się wstecz i patrząc bystro na hrabinę, rzucił:

— Żegnaj, hrabino de Saint-Prix. — Potem z palcem na ustach: — I pamiętaj pani, że jedno twoje słowo może wszystko zgubić.