(Jakkolwiek może się to wydać dziwne, nazwisko Blafaphas jest bardzo rozpowszechnione na stokach Pirenejów, mimo iż pisze się w dość różne sposoby. I tak, w jednym miasteczku Sta..., dokąd piszącego te słowa powołał egzamin, tenże mógł oglądać pana Blafaphas rejenta, pana Blafafaz fryzjera, pana Blaphaface masarza, którzy, pytani o to, nie poczuwali się do żadnej wspólności pochodzenia i z których każdy patrzał z niejaką wzgardą na nieeleganckie pod względem graficznym nazwisko dwóch innych.
Ale te filologiczne uwagi mogą interesować jedynie szczupłe grono czytelników).
Czym byliby Fleurissoire i Blafaphas jeden bez drugiego? Trudno to sobie wyobrazić. Na pauzach w liceum widywało się ich zawsze razem; wciąż łajani, pocieszali się nawzajem, krzepili się, dodawali sobie odwagi. Nazywano ich „Blafafuzoria”.
Przyjaźń ich zdawała się każdemu z nich jedyną arką, oazą w nielitościwej pustyni życia. Żaden z nich nie mógł kosztować radości, iżby nie pragnął jej natychmiast podzielić; lub aby rzec lepiej, nie było przyjemności dla jednego, o ile jej nie kosztował z drugim.
Mierni uczniowie mimo swojej rozbrajającej pilności, zasadniczo oporni wobec wszelkiej kultury, Blafafuzoria byliby stale ostatnimi z klasy, gdyby nie pomoc Eudoksjusza Lévichon, który w zamian za drobne korzyści poprawiał, a nawet odrabiał ich zadania. Ten Lévichon był młodszym synem jednego z wziętych jubilerów w mieście. (Dwadzieścia lat wprzódy, w niedługi czas po swoim małżeństwie z jedyną córką jubilera Cohena — w chwili gdy dzięki pomyślnemu stanowi interesów opuścił dolną dzielnicę miasta, aby się osiedlić niedaleko kasyna — jubiler Albert Lévy zapragnął połączyć i stopić dwa nazwiska, tak jak złączył dwie firmy).
Blafaphas był odporny, ale Fleurissoire był delikatny z natury. W wieku pokwitania twarz Gastona ocieniła się puszkiem; można by rzec, że soki żywotne kwitną owłosieniem na całym jego ciele; podczas gdy wrażliwszy naskórek Amedeusza buntował się, rozpadał, pączkował, jak gdyby włosy jego męczyły się z wydobyciem się na wierzch. Stary Blafaphas radził środki przeczyszczające, i co poniedziałek Gaston przynosił w teczce flakon syropu przeciwszkorbutowego143, który wręczał w sekrecie przyjacielowi. Używali też i pomady.
W tym czasie Amedeusz przeszedł swój pierwszy katar; katar, który mimo łagodnego klimatu Pau nie ustąpił przez całą zimę i zostawił po sobie niepożądane wydelikacenie oskrzeli. Była to dla Gastona sposobność do nowej opieki: zasypywał przyjaciela lukrecją, syropami oraz pastylkami wykrztuśnymi z eukaliptusa, które aptekarz Blafaphas sam wyrabiał wedle recepty starego proboszcza. Amedeusz, łatwo ulegając zaziębieniom, musiał się pogodzić z tym, aby nigdy nie wychodzić bez szalika.
Amedeusz nie miał innej ambicji prócz tej, aby objąć firmę po ojcu. Gaston natomiast, mimo swej niezdarnej miny, nie był pozbawiony inicjatywy; jeszcze w liceum robił drobne wynalazki, co prawda o charakterze raczej rozrywkowym: łapki na muchy, jakaś waga, specjalny zamek do swego pulpitu, zawierającego zresztą nie więcej tajemnic niż jego serce. Te pierwsze próby jego wynalazczości, mimo iż tak niewinne, miały doprowadzić Gastona do poważniejszych poszukiwań, które pochłonęły go w przyszłości, a których pierwszym owocem był wynalazek owej „dymochłonnej fajki higienicznej dla palaczy cierpiących na płuca i innych”, przez długi czas wystawionej w oknie apteki.
Amedeusz Fleurissoire i Gaston Blafaphas zakochali się równocześnie w Arnice; to było nieuniknione. Rzeczą godną podziwu jest, iż ta rodząca się miłość, którą natychmiast wyznali sobie nawzajem, nie tylko ich nie rozdzieliła, ale raczej zacieśniła ich związek. To pewna, że Arnika nie dała zrazu żadnemu z nich wielkich przyczyn do zazdrości. Żaden zresztą nie oświadczył się i nigdy Arnika nie byłaby się domyśliła ich płomieni, mimo drżenia ich głosu, kiedy na niedzielnych wieczorynkach pani Semène, gdzie byli stałymi gośćmi, proponowała im syrop, werwenę144 lub rumianek. I obaj, wracając wieczorem, sławili jej skromność i wdzięk, niepokoili się jej bladością, dodawali sobie odwagi...
Umówili się, że się oświadczą obaj tego samego wieczora, razem, po czym zdadzą się na jej wybór. Arnika, głęboko niedoświadczona w miłości, podziękowała niebu w zdumieniu i prostocie serca. Prosiła obu wielbicieli, aby jej zostawili czas do namysłu.