— Och, pani Fleurissoire... och, niech pani pozwoli nazwać się: droga przyjaciółko... Ta zgryzota, która i pani dotyczy, zbliża nas. Och, gdybyś wiedziała!...
— Niech pani mówi! Niech mnie pani nie trzyma dłużej w niepewności.
— Ale to, czego się dowiedziałam i co pani zaraz powiem, musi zostać ściśle między nami.
— Nigdy nie zdradziłam niczyjego zaufania — rzekła boleściwie Arnika, której nikt jeszcze nie powierzył żadnego sekretu.
— Nie uwierzy w to pani.
— Owszem, owszem — wzdychała Arnika.
— Och! — jęczała hrabina. — Proszę, czy byłaby pani taka dobra przyrządzić mi filiżankę czegokolwiek... Czuję, że mi się słabo robi.
— Chce pani werweny? kwiatu lipowego? rumianku?
— Wszystko jedno... Raczej herbaty... Nie chciałam zrazu wierzyć...
— Jest wrząca woda w kuchni. Będzie za chwilę.