Wówczas Walentyna, pochylając się ku pani Fleurissoire, szepnęła jej do ucha:

— Uwięziony.

Zdumienie ocuciło panią Fleurissoire; po czym pani Walentyna rozpoczęła długie opowiadanie, potykając się o daty, gubiąc się w chronologii, ale fakt był faktem, pewny, niewzruszony; Ojciec Święty dostał się w ręce niewiernych: dla uwolnienia go gotowano tajemnie krucjatę, ale aby rzecz doprowadzić szczęśliwie do skutku, trzeba było przede wszystkim dużo pieniędzy.

— Co powie Amedeusz? — jęczała Arnika w osłupieniu.

Miał wrócić dopiero wieczorem, wyszedł na przechadzkę ze swoim przyjacielem panem Blafaphas...

— Zwłaszcza niech mu pani zaleci sekret — powtórzyła wiele razy Walentyna, żegnając się z Arniką. — Uściskajmy się, droga, droga przyjaciółko, odwagi! — Zawstydzona Arnika podała hrabinie swoje spocone czoło. — Jutro zajdę, aby się dowiedzieć, co będziecie mogli uczynić. Poradź się pani męża, ale pomyśl, że tu idzie o Kościół!... I rozumie pani dobrze: tylko mężowi! Przyrzekasz mi to: ani słowa, nieprawdaż, ani słowa.

Hrabina de Saint-Prix zostawiła Arnikę w stanie bliskim omdlenia. Kiedy Amedeusz wrócił, rzekła mu zaraz:

— Mój drogi, dowiedziałam się rzeczy nadzwyczaj smutnej. Biedny Ojciec Święty jest uwięziony.

— Niemożliwe! — odparł Amedeusz, tak jakby powiedział: „Ba!”

Wówczas Arnika, wybuchając płaczem: