— Wezmę szalik.

Chodząc, przystawał, aby podnieść końcem palca brodę Arniki, tak jak się robi niemowlętom, gdy się je chce pobudzić do uśmiechu. Gaston trzymał się z rezerwą. Amedeusz zbliżył się do niego:

— Liczę na ciebie, że zbadasz rozkład jazdy. Powiesz mi, kiedy jest dobry pociąg do Marsylii149, z trzecią klasą. Tak, tak, chcę jechać trzecią. I przygotuj mi szczegółowy wyciąg, z miejscami, gdzie mam się przesiadać; i bufety; aż do granicy; potem już dam sobie jakoś radę, i Bóg zaprowadzi mnie aż do Rzymu. Napiszesz tam do mnie na poste-restante150.

Ważność misji niebezpiecznie podnosiła temperaturę jego mózgu. Po odejściu Gastona wciąż chodził po pokoju, szepcząc z uczuciem podziwu i tkliwej wdzięczności:

— Że mnie to zostało dane!

Nareszcie miał swoją rację bytu. Och, przez litość, pani Fleurissoire, nie zatrzymuj go, pani! Tak mało jest na ziemi istot, które umiały znaleźć swój cel.

Wszystko, co uzyskała Arnika, to, aby został jeszcze tę noc. Zwłaszcza iż Gaston zaznaczył na rozkładzie, który przyniósł wieczorem, że pociąg o ósmej rano jest najpraktyczniejszy.

Nazajutrz lało jak z cebra. Amedeusz nie pozwolił Arnice ani Gastonowi odprowadzić się na dworzec. I nikt, nikt nie pożegnał spojrzeniem komicznego podróżnika o rybich oczach, z kołnierzem zasłoniętym wiśniowym fularem. W prawej ręce trzymał szarą płócienną walizę, do której przymocowany był bilet wizytowy, w lewej stary parasol, na ramieniu szal w zieloną i brunatną kratę — i tak uniósł go pociąg ku Marsylii.

IV

W tym czasie ważny kongres socjologiczny powołał do Rzymu hrabiego Juliusa de Baraglioul. Nie był tam może specjalnie wezwany (ile że co do kwestii społecznych miał raczej przekonania niż poglądy), ale skorzystał z tej sposobności celem nawiązania stosunków z paroma znakomitościami. Że zaś droga jego prowadziła przez Mediolan, gdzie, jak wiadomo, za radą ojca Anzelma zamieszkali państwo Armand-Dubois, hrabia skorzystał z tego, aby odwiedzić szwagra. W tym samym dniu, w którym Fleurissoire opuszczał Pau, Julius dzwonił do drzwi Antyma.