— Trzeba się poskarżyć biskupowi z Tarbes.
— Już Antym to zrobił.
— Cóż biskup powiedział?
— To przezacny człowiek; gorąco umocnił mnie w wierze.
— Ale od czasu jak tutaj jesteś, nie zwracałeś się do nikogo?
— Omal nie rozmawiałem z kardynałem Pazzi, który okazał mi zainteresowanie i do którego niedawno pisałem; przejeżdżał przez Mediolan, ale kazał mi powiedzieć przez lokaja...
— Że atak podagry151 nie pozwala mu opuszczać pokoju — przerwała Weronika.
— Ależ to okropne! Trzeba zawiadomić Rampollę! — wykrzyknął Julius.
— Zawiadomić o czym, drogi szwagrze? To fakt, że jestem w trudnym położeniu, ale na cóż nam więcej? Za czasu swojej pomyślności błądziłem, byłem grzeszny, byłem chory. Teraz jestem uleczony. Niegdyś mogłeś słusznie ubolewać nade mną. Wiesz przecież: fałszywe dobra odwracają od Boga.
— Ale koniec końców należą ci się te fałszywe dobra. Niechże cię Kościół uczy gardzić nimi, ale niech cię ich nie pozbawia.