— Odgadłam to. Widząc cię, powiedziałam sobie: „Ten pan musi być z prowincji”. Czy pierwszy raz jest pan we Włoszech?

— Pierwszy.

— Przybywa pan dla interesów?

— Tak.

— To ładne miasto, Rzym. Dużo jest do oglądania.

— Tak... Ale dziś wieczór jestem trochę zmęczony — bąknął; po czym, jakby dla usprawiedliwienia się, dodał: — Jestem od trzech dni w podróży.

— To długo jak na tę odległość.

— I nie spałem od trzech nocy.

Na te słowa pani Karola, z ową nagłą poufałością, która wciąż zdumiewała Amedeusza, uszczypnęła go w podbródek.

— Ladaco! — rzekła.